niedziela, 29 czerwca 2014

Prolog

Liam czuł piekące łzy pod powiekami. Ale wiedział, że kiedy one się ulotnią, będzie jeszcze gorzej. Więc starał sie być silny, przynajmniej dlatego, żeby nie było gorzej. Przynajmniej tak sobie wmawiał. Niestety, przedramie wprost łamało się pod naciskiem i jedna łza pociekła po jego policzku.

Wtedy poczuł ogromny nacisk na jego szczękę i kolejne bluźnierstwa pod jego adresem. Nienawidził Geoffa i tego, co z nim zrobił. Nie wiedział za jaką cenę zasłużył sobie na takie taktowanie. Po prostu temu uległ, nie potrafił się przeciwstawić własnemu ojcu. Już dawno się poddał.

Liam miał jeszcze wiele przed sobą. Wiedział, że da się przyzwyczaić do zimnej herbaty, albo do bezmyślności niektórych ludzi. Więc po prostu lekceważył chęć zaprzestania działań swego ojca. 

***

Okej, jak widzicie, będzie to nowe opowiadanie. Nie zamierzam pisać do niego więcej jak 5 rozdziałów, był to mój sen i jakoś mnie to natchnęło "pierwsza myśl jest najlepsza"
I tak wiem, że nikt tego nie czyta, ale co tam.
Dziękuje anonimowej pannie G. za zostawienie komentarza pod promptem! To naprawdę moblilizuje, dla ciebie zostawiam ten prolog!

piątek, 30 maja 2014

Taken

   27 sierpnia, 2013r.

Mile spędzone wieczory. To ja byłem tym, który cię przytulał każdego chłodnego popołudnia i w nocy. Tulił do swojej piersi, swobodnie trzymając twoją dłoń. Drugą gładziłem twój idealny policzek, o tak bardzo bladej karnacji.

- Kocham cię – mówiłeś ze spokojem i mógłbym przysiąc, że widziałem w twoich oczach coś na kształt uczucia. A może powinienem powiedzieć, że nie mówiłeś, a kłamałeś. Dzisiaj już wiem, ale wtedy byłem zaślepiony tą miłością, kochanie. Nadal coś do ciebie czuję, pomimo tego, jaką krzywdę mi wyrządziłeś.

- Ja ciebie też – odpowiadałem, muskając lekko twoje usta i wtulając w koc, który spoczywał na moim ciele, twoje drżące ciało. Nadal cię kocham, ale... nie powiem ci tego. To byłoby nierozsądne, a ja wyszedłby, na totalnego głupca. Zawsze sądziłem, że nim jestem, ale nie aż do takiego stopnia, żeby tak dać się omotać i... zakochać.

Uh, kochanie, nawet nie wiesz, jakim uczuciem cię darzę. Każda noc spędzona z tobą w jednym łóżku. Te dwa rozpalone ciała. Twoje malinowe, idealne wargi, które składały na moim ciele mokre ślady. Niektóre staranne, jakby zaplanowane wcześniej. Twój płytki oddech, mieszający się z moimi krzykami. Tak, kochanie, sprawiałeś mi przyjemność, jaką nikt inny nie będzie mi w stanie zaoferować. Tego jestem pewien jak nigdy.

Pamiętam twój wyjazd. Tak cholernie tęskniłem, nie tylko za twoim ciałem, ale też za twoim głosem, po prostu. Kiedy tylko dzwoniliśmy do siebie, zapamiętywałem każdą chwilę, w której słowa opuszczały twój umysł. Zawsze miałeś w sobie coś, co sprawiało, że na sam dźwięk potrafiłem się podniecić.

- Tęsknie – mówiłeś. Uh, kolejne kłamstwo, jakie padło z twoich ust. Nie mogłeś chociaż na chwilę przestać kłamać? Teraz byłoby mi lżej. Wydawało mi się, że to ty jesteś tym kruchym w „związku”, jeśli można by to tak nazwać. Teraz już wiem, że to pomyłka. Taka osoba jak ty nie mogłaby wyrządzić mi krzywdy. Jestem tego pewien, kochanie.

W sumie nawet nie wiem, czemu jeszcze zwracam się do ciebie takimi pieszczotliwymi zwrotami. Może trudno mi się jest odzwyczaić? To chyba jak najbardziej jeden z powodów, bo wiesz... Ja tęsknie. Ale tak prawdziwie, nie tak jak ty, skarbie.

Jest jeszcze coś, co chciałbyś dodać na zakończenie, aby bardziej mnie skrzywdzić? Jeśli tak, to zapraszam, bardzo chętnie posłucham, ale wiesz... Życie to nie bajka. Jak gówno z siebie dasz, to do ciebie wraca, to taka karma.

Pamiętaj, że ja nadal cię kocham i zawsze zostaniesz w mojej głowie pomimo tego, jak bardzo w niej mieszasz, kochanie. Nadal w niej jesteś, nadal cię pragnę, kochanie.

***
   11 września, 2013r.

Czemu akurat ten dupek, musiał kończyć lekcje, wtedy kiedy ja? Byłoby mi prościej nie iść tak blisko niego. Czemu on nadal chciał mnie tak krzywdzić? Rozumiem, sprawiało mu to przyjemność, ale Louis, to boli - bardziej niż myślisz. Twoje idealnie szaroniebieskie tęczówki śledzące każdy mój ruch. Perfekcyjne włosy, które swobodnie opadały ci na twarz i ten uroczy uśmiech. Cieszyłem się za każdym razem, kiedy to ja byłem powodem, dlaczego on pojawiał się na twojej twarzy. Teraz mnie już to nie bawi, Louis. Ten zadziorny uśmiech, który widnieje, na twojej nieskazitelnej twarzy, to... ideał. Wiesz, że cholernie mnie to pociąga, kutasie.

Miałem szczęście, że szli ze mną moi najlepsi przyjaciele. Tak, zdecydowanie, Harry i Liam to dwie najlepsze osoby, jakie udało mi się spotkać w życiu. Kochałem ich, ale jak braci. Byli dla mnie wsparciem, nie odepchnęli mnie nawet kiedy dowiedzieli się, że jestem innej orientacji. Akceptowali mnie takim, jakim jestem, w każdej sytuacji. W sumie nie do końca byłem homo, uwielbiałem dziewczyny, ale większość uznawałem za osoby, które potrafią podnieść na duchu.

W szkole uchodziliśmy za bardziej popularniejszych. Jeśli tak to można nazwać. Większość osób, pragnęła spotkań z nami, a kiedy jeden z moich przyjaciół spojrzał na jakąś dziewczynę, albo nawet ja, od razu chwaliła się swojej przyjaciółce i była „najszczęśliwszą osobą na świecie”.

Może dlatego Louis chciał ze mną chodzić? Odstawiał tą całą szopkę, kiedy dowiedział się, że jestem biseksualny, tylko po to, żeby zyskać w oczach innych? Nie wybaczę mu tego do końca życia... że tak go pokochałem.

- Ale słyszałeś jej skrzeczący głos? Mówiła, jakby jej ktoś kij do tyłka włożył – zaśmiał się jeden z moich przyjaciół. Drugi zawtórował mu, a kiedy zauważyli, że moją twarz nie pokrywa ten sam uśmiech co zwykle, spojrzeli na mnie zaciekawieni i lekko zasmuceni.

- Z, znowu przeżywasz? Rozumiemy, że jest ci ciężko, ale miałeś zapomnieć. A przynajmniej spróbować – cieszyłem się, że już dotarliśmy pod mój dom. Nie musiałem się im tyle tłumaczyć. Nienawidziłem takich momentów, kiedy się mną przejmowali aż za bardzo. Ich opiekuńczość była czasem nazbyt uporczywa.

- Przecież wiecie, że od tak o nim nie zapomnę – powolnym krokiem ruszyłem w stronę mojego domu. Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi, słysząc ich zawziętą rozmowę. Nawet nie skupiałem się na tym, o czym rozmawiają. Przywitał mnie, głos mojej uradowanej jak co dzień rodzicielki.

- Zaynie, co tak wcześnie? Och, dobrze, nie ważne, opowiadaj jak w szkole – uśmiechnęła się. Wymusiłem uśmiech tak, aby wyglądał na szczery i popatrzyłem rodzicielce w oczy. Wiedziałem, że kłamanie jest czymś złym, ale przecież nie powiem jej od tak, że Louis nie był tylko moim przyjacielem, tak jak go przedstawiałem, ale kimś więcej.

- Nawet dob... - nie zdążyłem dokończyć, ponieważ ktoś zadzwonił do drzwi. Przeprosiłem mamę i ruszyłem w stronę drzwi. Otworzyłem je i kogo tam ujrzałem? Nikogo innego jak Liama. Pewnie Harry musiał coś załatwić.

- Coś chcesz? Nie mam nastroju, dobrze wiesz – ku mojemu zdziwieniu Payne lekko uśmiechnął się, ale nie do mnie. Do kogoś stojącego za mną. Obejrzałem się i zobaczyłem moją mamę. Och, czemu akurat w tym momencie? Na Bogów, wszyscy są przeciwko mnie?

- Li, wejdź, nie krępuj się. Zayn, jak ty się zachowujesz w stosunku do swojego przyjaciela? A co do przyjaciół... Czemu nie widzę już jakiś czas u nas Louisa? - poruszyła jeden z najgorszych tematów, jakie mogła zacząć. Zacisnąłem lekko pieści.

- Po prostu nie był dobrym towarzystwem dla mnie. Może my pójdziemy do mojego pokoju, co Liam? - spytałem, patrząc na chłopaka błagalnie, a łzy same wzbierały mi się pod powiekami. Payne od razu wiedział, co jest na rzeczy i poszliśmy do mojego pokoju.

Ze świstem rzuciłem się na łóżko, czując jak łzy ulatniają się spod moich powiek. Spływają powoli po mojej twarzy i skapują gdzieś na pościel. Nie krępowałem się płakać przy brunecie. Nie raz się to zdarzyło, więc wiedziałem, że mogłem to robić, a ciemnooki mnie pocieszy.

Tuż po chwili leżałem w jego ramionach, cicho łkając. Wyklinając cały świat...


- Czemu jestem tak łatwowierny, Liam? No, czemu? Czemu tak łatwo daje się omotać innym? Mam wrażenie, że wszyscy się mną bawią. Jedyne dwie osoby, którym mogę zaufać, to ty i Harry – wyjąkałem pomiędzy płaczem. Payne mocniej przytulił mnie do swojej ciepłej klatki piersiowej, lekko łaskocząc mnie przy tym swoimi włosami. Cicho się zaśmiałem, co brunet łatwo wykorzystał. Łaskotał mnie w każdym możliwym miejscu tak, abym nie był smutny tylko się śmiał. Ale... przecież to tylko chwilowe. Wieczór pewnie znowu spędzę na wypłakiwaniu się i wyżalaniu poduszce.

***
   18 luty, 2014r.

 Ferie zimowe. To coś, czego pragnąłem już od dawna. Tego mi było trzeba. Odpoczynku od wszystkich. Liam wyjechał ze swoimi kumplami na narty, a Harry do ciotki, do Francji. Wiedziałem, że bez nich, będę się nudził jak nigdy, ale może o to chodziło? Może musiałem przemyśleć sobie kilka spraw?

Pierwszy dzień spałem do południa, ale już drugiego nie miałem ochoty i sam z siebie obudziłem się około ósmej. Taki już byłem. Może delikatnie nietypowy, bo każdy normalny nastolatek pewnie by te dni przeleżał do południa, a wieczory spędzał przed komputerem z paczką chipsów.

Ktoś nagle zadzwonił do drzwi. Nie zważałem na to, że jestem w samych spodniach dresowych. Ruszyłem w stronę, skąd dochodził charakterystyczny dźwięk. Otworzyłem, a w progu dostrzegłem o kilka centymetrów niższego ode mnie, blondyna.

Chłopak miał nietypową urodę. Włosy wyglądały jakby były farbowane. Po bokach, lekko wygolone, ciemne, a z przodu opadające na czoło blond kosmyki. Wąskie usta oraz komicznie wcięty nos, posypany nielicznymi piegami w jasnobrązowym odcieniu. I oczy... Coś, czemu nigdy nie potrafiłem się oprzeć. Teraz aż nogi się pode mną załamały, widząc te morskie tęczówki.

- Hej – powiedział blondyn z nietypowym w tych stronach akcentem. Lekko się zarumienił, co tylko dodało mu więcej uroku. Był taki słodki... kurwa, nie. Znowu to samo uczucie. Te motylki i ciepłe podbrzusze.

- Umm... hej – odparłem niepewnie, nie wiedząc kim tak naprawdę jest chłopak o przepięknych oczach. Były o wiele ładniejsze od tych Louisa. Pieprzony Tomlinson. Czy ty człowieku musisz być cały czas w mojej głowie? Minęło już przynajmniej cztery albo pięć miesięcy.

- Jestem Niall, będziemy teraz sąsiadami... prawie – zaśmiał się niepewnie, co dodało mu trochę uroku. Pieprzony Niallu, czy ty musisz być tak cholernie przystojny i uroczy zarazem? A ty, Zaynie, mógłbyś w końcu przestać tak przeklinać. To się staje przerażające, kiedy mówię do siebie. Zdecydowanie coś jest ze mną nie tak jak trzeba.

- Więc wejdź, nie stój w mrozie – odsunąłem się lekko, zapraszając go gestem ręki do środka. Mi samemu było strasznie zimno, ale może spowodowane było to tym, że nie miałem na sobie koszulki.

- Nie, dziękuje, ja tylko przyniosłem ciasto, które upiekła moja mama, wiesz takie powitanie sąsiedzkie, jeśli w ogóle takie coś istnieje na świecie – zaśmiał się. - Nie chcę przeszkadzać, czy coś - wręczył mi blachę i chciał już odejść, kiedy złapałem go za nadgarstek.

- Hej, jeśli nie masz nic do roboty, to naprawdę zostań. Jestem sam w domu i się nudzę. A wiesz, miło by było poznać swojego nowego sąsiada – uśmiechnąłem się jak najszczerzej potrafiłem i szczerze mówiąc, chyba dobrze mi szło. Nie wiem co się ze mną działo, ale to chyba Niall miał na mnie taki wpływ.

- Myślałem, że raczej zareagujesz coś w stylu „mmhm, okej dziękuje za ciasto” i zatrzaśniesz mi drzwi przed nosem – zaśmiał się, a ja z niezrozumieniem spojrzałem na niego. - Słyszałem, że w tych stronach przeważają niemili ludzie. Trochę się stresowałem... Nie chciałem tu w ogóle przychodzić, ale mama mi kazała – ponownie z jego ust wypłynęła ta sama dźwięczna melodia, odbijająca się od ścian w pustym salonie, w którym właśnie siedzieliśmy.

- Och, błagam – zawtórowałem mu, przez co lekko się uśmiechnął – wyglądam na osobę, która mogłaby coś takiego zrobić? - spytałem z rozbawieniem, nie dowierzając jak ten blondyn potrafi mnie rozbawić. Po chwili kiwnął głową potwierdzając moje słowa, a ja lekko klepnąłem go w ramię. - Chcesz może kawałek tego pysznego ciasta? - zaoferowałem z uśmiechem, wskazując na blachę przyniesioną przed chwilą przez chłopaka.

***
   18 luty, 2014r.

 Spędziłem z Niallem bardzo miłe popołudnie i podwieczorek okazał się być bardzo ciekawym i zabawnym chłopakiem. Coś mnie do niego ciągnęło, jakaś niewiadoma siła... Uh, znowu to samo, Zayn, ogarnij się. Nie miałem ochoty przeżywać jeszcze raz tego samego. Obiecałem sobie, że już nigdy się w nikim nie zakocham.

- No więc, są trzy etapy, musisz przejść przynajmniej dwa, bo inaczej aut – zaśmiał się, wypowiadając ostatnie słowo. Tak naprawdę nie wiedziałem nawet o czym rozmawiamy, moje oczy skupione były na jego zwinnie otwierających się i zamykających ustach. Siedzieliśmy u mnie w pokoju, zajadając jakieś ciastka. Chłopak uwielbiał przegryźć sobie coś od czasu do czasu, szczególnie słodkiego, ale zjedzony przez jego posiłek starczał mu, jak się okazało, na bardzo długi czas. Więc w sumie nie jadł aż tak dużo, jakby się mogło wydawać.

Nagle usłyszałem znajomą mi dość dobrze piosenkę Nirvany, która wydobywała się z mojego telefonu.

My girl, my girl.
Don't lie to me
Tell me where, did you sleep, last night...
In the pines, in the pines
Where the sun don't ever shine
I would shiver the whole night through...

Odebrałem tuż po chwili, patrząc odruchowo na wyświetlacz. Na samą nazwę lekki uśmiech wpłynął na moje usta.

- Hej, Li – uśmiechnąłem się jeszcze bardziej, słysząc uradowany głos mojego przyjaciela. Po chwili pomyślałem o Niallu, który siedział tuż naprzeciw mnie i wpatrywał się we mnie z ciekawością.

- No hej Zaynie, mój najdroższy – powiedział wyniośle. Często tak do siebie mówiliśmy, dla żartów. - Jak ci życie mija? W sumie nie widzieliśmy się jeden dzień, ale i tak mi już ciebie brak – powiedział z udawanym smutkiem w głosie.

- Mi ciebie też bardzo brakuje Li, ale w sumie raczej nie wypada rozmawiać przy gościach, później ci opowiem – powiedziałem czekając, aż chłopak cokolwiek powie.

- Mam być zazdrosny? - zaśmiał się cicho pod nosem, a po chwili gdzieś w oddali usłyszałem jakiś stłumiony dźwięk. - Nie! Szampon jest w tej górnej, pacanie – zaśmiał się, a ja już wiedziałem, że słowa były kierowane do Jareda.

- Zazdrosny powiadasz? Pomyślę – zaśmiałem się, masując lekko kark, który pobolewał mnie ostatnimi czasy. - Uh, zadzwonię później, dobrze? Kocham cię, Liam – uśmiechnąłem się, lekko słysząc ciche „ja ciebie też” w słuchawce. Rozłączyłem się i nadal głupkowato uśmiechałem się po rozmowie z przyjacielem. Oczywiście to „kocham cię” było na bazie przyjacielskiej. Często tak do siebie mówiliśmy.

- Wiesz, w sumie... ja bym się już chyba, ten no... zbierał – powiedział Irlandczyk nieśmiało, zaciskając pięści, tak, że jego knykcie aż pobielały. - Wiesz, pewnie chcesz zadzwonić do tego... Liama, czy jak mu tam i... ja już pójdę.

Powiedział Niall i wybiegł z pokoju. Zrobiłem coś źle? Uh, pewnie przeraził się tego, że powiedziałem do bruneta „kocham cię”. Przepraszam bardzo Niall, ale nie wiedziałem, że jesteś homofobem.

Jutro pójdę do niego i go przeproszę, jeśli cokolwiek zrobiłem nie tak. Nie chciałem, aby od razu mnie skreślał. Zbyt dobrze się dogadywaliśmy, żeby od tak to zepsuć. Chyba, że jutro też mnie odepchnie, wtedy będę miał czarno na białym, że jest nietolerancyjny.


***
   19 luty, 2014r.

 Ze zniecierpliwieniem stałem pod domem państwa Horan. Stresowałem się? Nie, skąd... Cholernie się stresowałem, co ja mówię. Nie miałem nawet odwagi zadzwonić tym pieprzonym dzwonkiem. W ręku trzymałem ulubione, jak się wczoraj okazało, ciastka Nialla.

W końcu odważyłem się i delikatnie, lecz precyzyjnie przycisnąłem przycisk.

- Och, dzień dobry – drzwi otworzyła mi kobieta o miłej, lecz zatroskanej twarzy. Lekko się uśmiechnęła, przez co na jej twarzy pojawiły się lekkie niedoskonałości, które były spowodowane wiekiem.

- Dzień dobry, nazywam się Zayn, mieszkam niedaleko, czy zastałem może Nialla? - spytałem, zaciskając ręce od mrozu. Kobieta odsunęła się lekko, abym mógł wejść do środka, a ja od razu poczułem ten charakterystyczny zapach, jaki towarzyszył Niallowi oraz to niesamowite ciepło, jakie emanowało z tego domu.

- W sumie to nie wiem, czy Ni będzie chciał cię widzieć, właściwie nikogo nie chce widzieć... - powiedziała, będąc bliska płaczu. Nie wiedziałem, o co jej chodzi, więc gestem ręki zachęciłem ją do tego, aby mi wytłumaczyła co jest na rzeczy. - Jakiś Malik, nie wiem jak chłopak ma na imię. Niall się w nim zauroczył – mówiła to z takim spokojem, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. A mnie wryło w podłogę. Niall? Zauroczony? We mnie? To przecież wydawało się absurdalne. - Ale z tego, co wywnioskował po jego rozmowie, z jakimś Li... Liamem? Nie pamiętam... Więc z tego co wywnioskował, są razem, bo mówił coś tam o zazdrości, jejciu nie umiem opowiadać – zaśmiała się nerwowo, a ja nadal stałem jak słup, słuchając każdego słowa jak najdokładniej umiałem.

- To jedna wielka pomyłka proszę pani... To ja jestem Malik. Zayn Malik. I Liam, to nie mój chłopak, to mój przyjaciel, ale często mówimy, że się kochamy, wie pani, taka braterska miłość. Muszę mu to wszystko wyjaśnić – kobieta popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, pokazując tylko ruchem ręki, gdzie znajduje się pokój niebieskookiego. - Dziękuje – powiedziałem prawie niesłyszalnie, szybszym krokiem zmierzając w stronę pokoju młodszego chłopaka.

Zapukałem, a cichy, ochrypnięty głos Irlandczyka tuż po chwili wypełnił jego pokój, z trudem przedostając się przez dość grube drzwi.

- Mamo, mówiłem ci, chcę zostać sam. Wyleczę się z tego, to tylko zauroczenie – powiedział, a ja lekko uchyliłem drzwi do jego pokoju – mam... o kurwa Zayn, co ty tu robisz? - zapytał lekko przestraszonym głosem, przykrywając się bardziej kocem. Kiedy zobaczyłem jego czerwoną twarz i przekrwawione od płaczu oczy, zacząłem się winić za to wszystko. Wiem, że nie mogłem zapanować nad jego uczuciami, ale mogłem temu jakoś zapobiec, to jest pewne.

- Jak na razie stoję, ale pozwól, że sobie usiądę – zamknąłem drzwi i tuż po chwili znalazłem się przy blondynie. - Wiesz... może to trochę niestosowne, że dowiedziałem się wszystkiego od twojej mamy, ale co się stało, już się nie odstanie. Chciałem ci tylko wytłumaczyć jedną rzecz. Liam to nie mój chłopak, tylko przyjaciel. Z tą zazdrością, wiesz... Przyjacielskie pogawędki, a „kocham cię” bardziej braterska miłość. Wiesz, nigdy nie miałem brata w domu i taką braterską miłość oferuje mi Liam, no i Harry, ale ten drugi to wariat nad wariaty – zaśmiałem się.

- Tylko tyle chciałeś mi powiedzieć? - spytał z lekką nadzieją w głosie. Nie chciałem mu robić nadziei. Wiedziałem, że nigdy nie zakocham się w Irlandczyku, co już dawno sobie obiecałem. Chociaż w sposób, jakim pożerał mnie wzrokiem, był tak pociągający. Uh, Zayn, znowu zaczynasz.

- Wiem, że masz nadzieję na więcej Niall, też bym ją miał na twoim miejscu, ale... wybacz. Zakochałem się już raz i był to najgorszy wybór, jaki mogłem w życiu podjąć – powiedziałem, spuszczając głowę. Louis i jego idealność nadal siedział w mojej głowie. Może raczej siedzieli? Bo to dwie różne rzeczy, tak bardzo idealnie ze sobą współgrające. Nawet nie wiedziałem, kiedy pojedyncza łza skapnęła po moim policzku.

- Jeśli chcesz, możesz mi o tym opowiedzieć, może ci ulży – zaproponował niebieskooki, a ja tylko lekko zaprzeczyłem ruchem głowy. Ufałem Niallowi, ale nie tak bardzo jak Liamowi, czy Harry'emu. - Rozumiem – dodał po chwili, spuszczając głowę. Najwidoczniej nam obu było w tym momencie do płaczu.

Wyciągnąłem zza pleców ciastka, które wcześniej położyłem na ziemi, a Horan nie był mi dłużny i tuż po chwili chwycił za ogromną paczkę chusteczek skrytą pod kocem. Położyłem się koło niego i nim się obejrzałem, rozkleiłem się szybciej niż przy poduszce. Opowiedziałem mu wszystko od początku, wylewając przy tym stertę łez.

- … teraz wiesz, czemu nie chcę się zakochać. Kurde, gadam jak baba – zaśmiałem się przez łzy – i pewnie wyglądam jak siedem nieszczęść, cały zaryczany, nie to co ty, taki uroczy. Czemu nie mogę być taki? - zanim zdążyłem ugryźć się w język, właśnie to padło z moich ust. Malik, to jest najlepszym przykładem tego, że nie myślisz, zanim coś powiesz.

***
   29 luty, 2014r.

Przez ostatnie dwa tygodnie zaprzyjaźniłem się z Niallem. Samym bytem sprawiał, że zapominałem o całym bożym świecie i cieszyłem się teraźniejszością. Dzięki niemu nie mogłem być, a byłem tym, kim zawsze chciałem. Byłem sobą w jego towarzystwie.

Tuż pod koniec ferii, trzy dni przed ich zakończeniem, wrócił Harry. Od razu postanowiłem odwiedzić go z Niallem chcąc, aby blondyn czuł się pewniej w naszym towarzystwie. Brakowało tylko Liama, który miał przyjechać tego samego dnia wieczorem.

Bardzo dobrze bawiliśmy się przez cały dzień. Niall i Harry także znaleźli wspólny język, ale ja cały czas czekałem na jakąkolwiek wiadomość od Payne'a. W pewnym momencie jednak wyładował mi się telefon i nie miałem nic innego do roboty, jak dobrze bawić się z chłopakami. Wieczorem razem z Horanem wróciliśmy do mojego domu. Już rano uzgodniłem z Maurą – mamą Nialla – że ten będzie u mnie spał. Chciałem jak najlepiej spędzić te ostatnie dni swobody.

Kiedy tylko przekroczyłem próg mojego pokoju, zabrałem się za poszukiwanie mojej ładowarki do telefonu. Po kilku minutach włączył się i zobaczyłem wiadomość od bruneta.

Już wracamy, nie martw się.

Dzięki tej wiadomości lekko się uśmiechnąłem, a kamień spadł mi z serca. Po chwili jednak zorientowałem się, że brunet już dawno powinien być na miejscu. Uh, Zayn pewnie jest zmęczony podróżą.

Jak minęła droga? Mam nadzieje, że nie przeszkadzam Li xx

Po chwili jednak dostałem powiadomienie.

Ta wiadomość nie może być wysłana. Posiadacz tego numeru jest poza zasięgiem, lub ma wyłączony telefon, proszę zadzwonić później.

Payne kurna, czemu w tym momencie. Teraz, kiedy tak strasznie się o ciebie martwię. Musisz mi to robić? Wiesz jak zawsze cholernie się o ciebie martwię. Czy spokojnie dojedziecie... Czy bez przeszkód wrócicie. Naprawdę powinienem przestać mówić do siebie w myślach.

- Hej Zayn, ten film jest nudny, pooglądajmy coś innego – zaproponował, sięgając po pilot. Przełączał po kanałach, kiedy jego uwagę przykuły wiadomości.

W tragicznym wypadku zginęły trzy osoby. Nikt nie wie jak to się stało, ale najprawdopodobniej ich samochód został zepchnięty razem ze śnieżną falą spadające z tego wysokiego zbocza. Jak już wspominałam, w wypadku śmierć poniosły trzy osoby. Jared Milles, Luke Fergie oraz Liam Payne...

Już dłużej nie słuchałem tego, co mówiła kobieta przedstawiona na ekranie. Straciłem kolejną osobę, która była dla mnie całym światem. Straciłem jednego z dwóch najlepszych przyjaciół, jakich mógłbym mieć w całym swoim życiu.

Najwyraźniej składa się, że to będą najgorsze chwile mojego życia. Po moim policzku pociekło kilka łez i nim się obejrzałem, leżałem wtulony w klatkę piersiową Nialla, łkając cicho i wyklinając cały świat.

- Niall, to ja powinienem zgniąć, Liam... on miał jeszcze całe życie przed sobą, a ja jestem bezużyteczny światu – powiedziałem, kolejny raz smakując moich łez. One same już spływały po moich policzkach, a ja nawet nie wiedziałem jak nad nimi zapanować.

Irlandczyk mocniej wtulił w siebie moje kruche ciało. Czułem się, jakbym spędzał czas z Louisem, ale to ja miałem być tym, który wtulał, a nie był wtulany. Więc miałem nadzieję, że Horanowi naprawdę na mnie zależy i nie wystawi mnie do wiatru jak szarooki. Wtedy zostałby mi tylko Harry, ale kolejnego odejścia pewnie bym nie przecierpiał, znalazłbym inną ucieczkę od bólu niż łzy. Teraz też miałem ochotę ją znaleźć, ale było mi zbyt dobrze w ramionach blondyna, żeby od tak myśleć o... śmierci.

- Nie mów tak, Z. Nie powinieneś umrzeć. Skoro tak się stało, to Bóg tak chciał, a jego decyzji nie można podważać. On coś planuje, ale ty najpierw musisz to zaakceptować, nauczyć się żyć z tym, inaczej nie przebrniesz dalej. Nawet nie wyruszysz ze startu... - powiedział z uczuciem, a ja zauważyłem kilka łez cieknących po jego policzku.

Kciukiem wytarłem ich krótką, wilgotną ścieżkę, a młodszy chłopak spojrzał na mnie ze zdezorientowaniem. Rany boskie, on nawet kiedy nie wie, o co chodzi, jest pociągający. Złożyłem lekki pocałunek na jego wargach. Wiem, że tym pewnie robiłem mu złudną nadzieję, ale to, co powiedział, było zbyt piękne. Musiałem mu się jakoś odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobił.

Tuż po chwili, kiedy nasz pocałunek stał się bardziej namiętny, przerwałem go z trudem, tak naprawdę chcąc więcej. Niall spojrzał na mnie przepraszająco, chcąc już wypowiedzieć ciche „nie chciałem, przepraszam”, kiedy ponownie wpiłem się w jego usta. Był o wiele lepszy od Louisa.

Ci, co nie są z Tobą w najgorszych chwilach, nie zasługują na to, by być w najlepszych.”

***
   9 kwietnia, 2014r.

 Trzy miesiące po śmierci Liama nadal nie mogłem pozbierać się do ładu. Nic mi nie wychodziło i wszystko denerwowało. Oprócz moich przyjaciół. Harry'ego i Nialla. Ostatnio bardziej zaprzyjaźniłem się z Irlandczykiem, co było mi na rękę, ponieważ on zawsze wiedział, jak poprawić mi humor. Drogi Boże, chyba zaczynam coś do niego czuć.

I to już nie jest zwykłe koleżeńskie uczucie. Ja chyba naprawdę zaczynam się w nim zakochiwać i to jest w tym wszystkim najgorsze. Przecież sobie obiecałem... Już nigdy więcej miłości Zayn, pamiętasz? Najwyraźniej nie bardzo.

Najbardziej rozpraszał mnie ten pocałunek. Nadal go pamiętam i nie umiem zapomnieć. Czy chcę go powtórzyć? Cholernie bardzo... Niall sprawiał, że w moim mózgu działy się dziwne nieznane mi rzeczy do tego stopnia, że byłem w stanie eksplodować bez jego bliskości.

To już nie tylko zauroczenie...

***

   16 kwietnia, 2014r.

- Um, Zayn? - usłyszałem bardzo znajomy mi głos. Nie chciałem, aby z jego ust kiedykolwiek wypłynęło moje imię, szczególnie moje. Razem z Niallem obróciliśmy się. Nie myliłem się, dwa metry dalej stał Louis ze skromną miną, jeśli w ogóle wiedziałem jak to nazwać, bo Tomlinson zawsze był dla mnie jedną wielką chodzącą zagadką.

- Czego chcesz? - spytałem bezuczuciowo, kładąc przy tym głowę na ramieniu Horana. Ten lekko się do mnie uśmiechnął. Przez te kilka miesięcy zbliżyliśmy się do siebie niesamowicie. Wiedziałem o nim wszystko, lecz tak naprawdę nic. Ludzie się zmieniają i z wiekiem poznajemy ich na nowo, ciągle... ciągle.

- Co tak ostro, skarbie? - na samo określenie jak mnie nazwał w moim brzuchu pojawiło się dziwne uczucie. Jakby dziwne ciepło, które zawsze towarzyszyło mi, kiedy spędzaliśmy razem wieczory. - Przemyślałem to wszystko i stwierdziłem, że tak naprawdę źle postąpiłem. Nie powinienem był tego robić, więc przyszedłem po drugą szansę, nadal cię kocham. Tak bardzo tęskniłem, naprawdę nie wiesz jak bardzo jest mi ciebie brak.

Teraz, gdy nie możesz mnie mieć
Nieoczekiwanie mnie pragniesz
Teraz, gdy jestem z kimś innym
Mówisz, że mnie kochasz
Spałem u progu twego domu
Błagając o jedną jedyną szansę
Teraz, gdy wreszcie zrobiłem krok na przód
Mówisz, że tęskniłeś za mną cały ten czas.

Nie potrafię ci się oprzeć
Ale mimo wszystko, nie założyłbym się o twoje serca

- Dziękuje, nie potrzebuje kolejnego nędznego nieszczęścia. Myślisz, że robię to wszystko byś był zazdrosny i wiem, że nienawidzisz tego słuchać, ale to wszystko cię już nie dotyczy* - powiedziałem, odchodząc z Niallem. Cieszyłem się i byłem z siebie dumny, że miałem odwagę to powiedzieć.

***

   23 marzec, 2014r.

 Nie wiedziałem, że dożyję dnia, w którym znowu się zakocham na dobre. Że bez pamiętnie będę wspomniał dni, w których czułem się wolny od jakichkolwiek uczuć. Szarpanina uczuciowa pomiędzy mną, a... mną, nie dawała mi spokoju.

Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek z moich usta padnie słowo „miłość”, albo... będzie mnie ona przytłaczać do tego stopnia, że uhh. Gorąco mi, kiedy myślę o Niallu.

Szybkim krokiem wyszedłem z domu, udając się do domu Irlandczyka. Wiedziałem, że jego mama codziennie o tej porze wybiera się na zakupy do miasta, więc wiedziałem także, że nie będzie jej przez dobre dwie lub trzy godziny.

Zapukałem i tuż po chwili otworzył mi skromnie odziany blondyn. Miał na sobie tylko bokserki. Lekko się zarumienił, ale nic sobie z tego nie robiłem. Wpiłem się w jego wargi, drzwi zaś zatrzaskując nogą, na co ten wydał z siebie jęk zadowolenia.

Chciałem być przy tych wargach przez następne wieki. Znowu zaufać osobie, którą kocham i być z nią szczęśliwy. Mieć przy sobie wszystko, czego chcę. Moglibyśmy być nawet spłukani i nie mieć dachu nad głową, ale póki byśmy się kochali, och tak Niall, dla ciebie mógłbym znieść wszystko.

Ręce wodzące po moim spoconym ciele, a potem delikatnie szarpiące za końcówki moich włosów. Wspomnienie lepsze, niż przy niejednym seksie z Louisem. Taki właśnie byłeś, Horan. Idealny do tego stopnia, że na samo wspomnienie twojego imienia, robiło mi się gorąco.

Pocałunki składane na twoim torsie zostawiały za sobą delikatnie, mokre ślady, a malinki, jakie zostawiłem na twojej szyi miały świadczyć o tym, że już jesteś mój, na zawsze. Pamiętaj, że jeśli mnie zostawisz, będę cię pamiętał, tak jak Louisa i obserwował z góry.

Na zawsze, Twój Zayn.

***

- To co opisałeś tutaj, było niesamowite. Musisz to gdzieś przepisać, będzie to dobry materiał na takie krótkie opowiadanie – zaproponował Irlandczyk. Zayn obdarzył jego idealne wagi krótkim, lecz namiętnym pocałunkiem. Był z siebie dumny, że zaufał niebieskookiemu do tego stopnia, aby mogli być razem.

- Nie przesadzaj, Ni – zaśmiał się cicho pod nosem, po chwili całując lekko młodszego chłopaka w czoło. Uśmiechnął się lekko zdając sobie sprawę, że kocha Horana do tego stopnia, że byłby w stanie poświęcić nawet dach nad głową i wszystkie oszczędności.

Oboje idealni, perfekcyjni

Wspierający się nawzajem i kochający jak nikt inny.

Tacy właśnie byli, nie kochali nikogo innego tak jak siebie.

Byli dla siebie stworzeni, a to co utrudniało im bycie razem, było tylko fikcją

Głupim wymysłem Zayna, ale on zdawał sobie sprawę.

Nawet nie sądził, że dożyje dnia, kiedy ze spokojem oznajmi,

Że znowu się zakochał i tego nie żałuje.

I jedyne, co teraz Zayn chciał zmienić w Niallu, to nazwisko.



*jeśli ktoś nie wie, chodzi o słowa z piosenki Taken. Shot jest na podstawie tej piosenki

Cold feelings

Niall zawsze był.

Od momentu, kiedy poznał Zayna, był zawsze. Dobrze pamiętał jak się poznali. Dwójka małych chłopców, uczęszczających kilkanaście lat temu do żłóbka, od razu nawiązała kontakt. Dobrze rozumieli się w każdej sytuacji.

Od momentu, kiedy zaczynali siódmą klasę, uważali się za najważniejszych. Podrywali wszystkie dziewczyny. A właściwie Zayn. Niall tylko ukrywał, że umawia się choćby z jedną. Nie kręciło go to aż tak bardzo, jak o kilka miesięcy starszego chłopaka. Był zbyt zapatrzony w oblicze nieskazitelnej, oliwkowej skóry Malika.

Niall zawsze był.

W dziewiątej klasie, Zayn pozwalał sobie na zbyt dużo. Papierosy były jego udręką. Chłopak na początku był do nich sceptycznie nastawiony, ale kilka lub kilkanaście prób odmieniło jego zdanie. Niall też próbował palić. Chciał mu się przypodobać. I choć nie zaciągał się tak mocno, palący w ustach smak czuł nawet przed zaśnięciem. Kiedy tylko dyrektor szkoły dowiedział się o nielegalnym paleniu, od razu wezwał rodziców dwójki.

Horan wziął winę na siebie. Nienawidził, kiedy na twarzy Zayna gościł smutek. Chciał mu się przypodobać...

Niall zawsze był.

Zayn zaczął imprezować w wieku osiemnastu lat. Ale to, co działo się w wieku lat dwudziestu, przekroczyło granicę. Horan nie odstępował go na krok, żeby starszy nie upił się do nieprzytomności, albo co gorsza, żeby nic nie dosypano mu do drinka. Niall wziął się za siebie. Zaczął pracę i opłacał każdą szkodę, jaką wyrządził Zayn. Chciał mu się przypodobać.

Niall zawsze był.

Więc kiedy jego wiek osiągał dwadzieścia jeden lat - tak samo jak Zayna - podczas jednej z imprez, odpuścił sobie pilnowanie na krok Malika. Ale jego drinków pilnował jak oczka w głowie. Po dwóch godzinach picia, wrócili razem do domu. A raczej Niall wciągnął do niego Zayna. Posadził na kanapie i przez kilka minut patrzył mu się w oczy. Uwielbiał oczy Mulata. Co z tego, że starszy zaczął się głupkowato śmiać, Horan postanowił powiedzieć mu co do niego czuje. Może jakoś by się to rozwiązało. Zayn powiedział mu pod wpływem alkoholu, że czuje do niego to samo, ale niebieskooki nie chciał robić sobie nadziei.

Pocałował go zachłannie po tylu latach pragnienia. Następnego dnia oznajmił Pakistańczykowi, że był to tylko jego sen. Po jego reakcji Niallowi chciało się płakać. Ulga, że nie całował się z facetem widniała na twarzy Malika.

Niall zawsze był.

Więc czemu, kiedy w wieku dwudziestu pięciu lat dowiedział się o chorobie Zayna, zaczął się od niego oddalać? Przedwczesne palenie było skutkiem choroby. Nieodwracalny rak płuc. Malikowi nie było do śmiechu kiedy się o tym dowiedział, a tym bardziej, kiedy nie miał już tak wielkiego oparcia na swoim przyjcielu. W młodszym coś pękło. Myśl, że straci swojego najlepszego przyjaciela była katorgą.

Niall zawsze był.

Więc czemu Zayn nie widywał go już tak często jak za dawnych czasów? Czemu już się tak o niego nie troszczył? Zaynowi mimo wszystko brakowało słów "to niedobre dla ciebie" lub zwykłych słów otuchy.

Niall zawsze był.

Więc czemu w wieku dwudziestu siedmiu lat, nie pojawił się na pogrzebie Zayna?

Niall zawsze był,

zawsze w sercu Zayna.

***

taki prompt na szybko. jeśli ktoś chce jakiś zamówić prompt, to niech pisze w komentarzu pariring i opis. i tak wiem, że nikogo to nie obchodzi :)

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 7

Zayn przetarł powoli swoje zaspane oczy po chwili je otwierając. Przeżył lekki szok, kiedy zobaczył obok siebie nagiego Nialla, przykrytego tylko delikatnym kocem. Mimo wszystko, bardzo spodobał mu się ten widok i chciał go mieć przed sobą każdego pięknego ranka oraz każdej pochmurnej nocy.

Delikatnie opadająca na twarz, farbowana grzywka, powieki, które zakrywały jakże piękne, morskie tęczówki. Kurczowo zaciśnięte wargi, przez co powstała z nich wąska kreska. Taki widok podobał się Mulatowi.

Zayn nie zbudził Irlandczyka. Zszedł na dół i zaczął robić śniadanie dla siebie oraz swojego... gościa? Nie wiedział jak inaczej ma określić chłopaka, z którym przespał się by go sprawdzić, ale też z wielkiej ochoty i pożądania.

Kilka kromek chleba, masło i pozostałe składniki. Coś co jest zwykłą, codzienną czynnością jaką wykonuje. Nastawił wodę na kawę. Zwykle nie pijał tego "śmierdzącego gówna", ale dzisiaj miał na nią straszną ochotę. Marzyła mu się zimna kawa z pianką. Zalał zawartość szklanki, a kuchnię wypełnił ten charakterystyczny dla kaw zapach zbóż. Ten zapach był nadzwyczaj dziwny, ale bardzo przyjemnie drażnił nozdrza Mulata.

Po chwili usłyszał kroki. Zdziwił się kiedy ujrzał ubranego już Nialla. Ten tylko zaśmiał się, chwycił kanapkę i szybkim krokiem wyszedł z domu zostawiając zdezorientowanego Malika z samym sobą.

- No tak, pan pieprzony Horan, poruchał sobie i wyszedł - zaśmiał się po nosem. Udawał nawet przed sobą. Tak naprawdę chciało mu się płakać, był zdruzgotany tym, że młodszy chłopak zachował się tak, a nie inaczej.

Ludzie uczą się na błędach. Malik wiedział, że drugi raz nie popełni tego samego. Przynajmniej nie w najbliższym czasie, przecież nie nad wszystkim da się zapanować, szczególnie nad uczuciami.

***

Horan nawet nie wiedział czy postąpił dobrze. Miał mętlik w głowie, a kiedy wychodził z domu Mulata, poczuł dziwny ucisk z w klatce piersiowej. Od razu zignorował to uczucie.

Tymczasem Malik wybrał się na spacer. Jako, że wiosna nadal nie była pełnym odwzorowaniem tego, co działo się w bajkach, nie było już aż tak wielkiego błota. Zaynowi znudziło się życie samemu. Mimo wszystko bycie samym to coś, czego każdy zazwyczaj raczej unika, ale Mulat sam wszystkich odepchnął. Teraz tego cholernie żałował.

Przedmieścia Londynu. Miały w sobie ten urok. Chociaż do samego centrum było zaledwie dwa kilometry, to zieleń naprawdę przeważała na tym obrazku. Usiadł na jednej z parkowych ławek. Rozmyślał, może zbyt wiele?

Pomagać mu dalej, czy nie? - zastanawiał się dość długi czas. Stwierdził tylko, że w poniedziałek, po spotkaniu z byłą dziewczyną kuzyna, tylko pożegna się z Niallem. Pożegna na zawsze i wyjedzie tak, aby ślad po nim zaginął.

Nie była to myśl dobrze przemyślana. Malik wszystko planował na szybko. Może zbyt szybko, aby okazało się prawdą?

Nim się zorientował minęła godzina od tego, jak wyszedł z domu. Ruszył więc z powrotem, jak na złość, ciemne chmury przysłoniły niebo, a z nich zaczęły spływać ciepłe smugi deszczu. Mulat uwielbiał deszcz, szczególnie ten ciepły. Pozwolił na to, aby jego ubrania skąpały się w tej ciepłej - wiosennej mżawce, ponieważ nigdzie nie było schronienia.

Kiedy wrócił do domu czuł się strasznie zmęczony i na nic nie miał siły. Był zdruzgotany i zrozpaczony zachowaniem Nialla. A to przecież blondyn powinien się tak czuć, nieprawdaż?

***

W poniedziałek rano Zaynowi bardzo trudno było zejść z łóżka. Nie czuł się chory czy przeziębiony, ale bolały go wszystkie kości. Pomimo wszystko wziął orzeźwiający prysznic i zrobił sobie trzy tosty z masłem. Do tego zaparzył sobie kawę rozpuszczalną i udał się na piechotę do miejsca, które ostatnimi czasy odwiedzał bardzo często.

Przywitał go uroczysty uśmiech dziewczyny, która wyglądała jeszcze lepiej niż w sobotę. Malik od razu zaczął swoją wypowiedź.

- Słuchaj, przepraszam, ale nie możemy dzisiaj pogadać. Postanowiłem, że wyjadę, chciałem się tylko pożegnać - powiedział ze spuszczoną głową, a blondynka tylko kiwnęła głową na znak, że szanuje jego decyzję, ale coś ją martwi. - Coś się stało? - spytał, kiedy zauważył na twarzy młodszej kobiety lekkie zamieszanie.

- Pamiętasz jak przyszedłeś w sobotę i spytałeś o Nialla? Od razu cię rozpoznałam i bałam się, że robisz to... no wiesz, co robią zwykli ludzie przychodząc tu. Mam nadzieję, że tak nie jest. Ale zastanawia mnie jedno. Na początku pytasz się o niego, dzisiaj on nie zjawia się w pracy, a sama jego gadanina przez słuchawkę wnioskuje jakby ryczał co najmniej całą noc... Teraz to - wyjeżdżasz... Kurde, Zayn wytłumacz mi chociaż to - podsumowała, a Mulatowi aż szczęka opadła z wrażenia.

- Przepraszam... Daj mi swoj adres, napiszę ci w liście wszystko od początku dobrze? Muszę wyjechać, nawet jeśli tylko na kilka dni - Zayn już podjął decyzje i zdania nie zmieni, to było oczywiste. Malik nigdy nie zmieniał zdania. Jeśli coś sobie postanowił słowa dotrzymywał... I tu linka się urywa, zapomniał o jednym postanowieniu - "tego właśnie blondyna uratuje".

Dziewczyna napisała mu na kartce swój adres, po czym Zayn wyszedł z pomieszczenia. Przez przypadek ktoś szturchnął go w ramię, ale tak mocno, że upadł na ziemię z hukiem.


- Przepraszam - powiedział pomagając brunet pomagając wstać chłopakowi. - Nic się nie stało? - spytał patrząc w jego czekoladowe oczy.


- Nie nic - powiedział próbując się otrzepać,ale zauważył, że cała jego bluza była w błocie razem z bluzką. - Ja okej, ubrania nie bardzo - skrzywił się, a chłopak zaczął ciągnąć go w jakąś stronę. - Ej, ja nigdzie z tobą nie idę, nawet cię nie znam - powiedział wyrywając się.


- Jestem Harry, chodź, idziemy do mojego mieszkania, nie możesz iść przez miasto cały w błocie, to niehigieniczne - oznajmił patrząc na błoto. Malik już przestał wyrywać się z uścisku chłopaka, chyba zaufał mu. Chyba, to dobre stwierdzenie.


Kiedy puścił jego rękę, upewnił się tylko, czy Mulat nadal będzie za nim szedł. Ten nie zamierzał przestać, po prostu lubił ludzi, którzy się litowali i mówili "poradzisz sobie?", przecież nie miał dwóch lat. Lubił kiedy ludzie nie pytali się o jego zdanie, tylko sami robili co uważają. On sam taki był.


Weszli do mieszkania, gdzie panował lekki zaduch. Ciekawie urządzone lecz niektóre rzeczy ewidentnie nie znajdowały się na swoich miejscach. Harry rzucił tylko ciche "przepraszam za bałagan". 

- Hazz, to ty?

*** 

Przepraszam, nie sprawdzane.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 6

Zayn kurczowo zaciskał pięści chodząc w różne strony. Nie wiedział co ma robić. Bał się o Irlandczyka i nie wiedział co poszło nie tak. Ze względu na to, że pomyślał o tym, że Niall mógł brać narkotyki, nie chciał robić mu problemów i wezwał prywatnego i zaufanego lekarza.

Ze zdenerwowania zaczął zagryzać wargę do tego stopnia, że aż zaczęła mu lecieć krew. Oczywiście nie przejął się tym zbytnio, ponieważ usłyszał jak do drzwi zbliżał się Oscar.

- Co z nim? - zapytał ciekawy już w progu. Ten zaś zrobił surową minę i tylko pokiwał głową. Malik nie wiedział co o tym myśleć. Czy to dobry, czy zły znak.

- Nie wiedziałem, że taki jesteś Malik... - odparł, a Mulat kompletnie nie rozumiał jego słów. - Żeby jakiegoś chłopaka sprowadzać i próbować go zgwałcić... - tęczówki Pakistańczyka rozszerzyły się do granic możliwości. Nie wierzył w to, co słyszał.

- Że co przepraszam? - spytał niepewny, czy to, co usłyszał naprawdę wypłynęło z ust Oscara. Jego lewa brew uniosła się do granic możliwości, a piegowaty chłopak pokręcił głową z niedowierzania.

- Nie wmawiaj mi tu, że to nie ty dałeś mu do picia tabletkę gwałtu - odparł Oscar, a z ust Zayna wydobyło się ciche "co?". Nie dowierzał, że to mogło być prawdą. Przecież on nie miał przy sobie takich tabletek... - Dobra, dobrze wiesz, że nie obchodzi mnie to, że masz takie tabletki, daj pięćdziesiąt jak zwykle i spadam. Z nim to obgadasz. On ma odpoczywać - powiedział trochę głośniej, a Mulat skinął głową. Podał mu sumę pieniędzy, jaką dawał za każdym razem, kiedy Oscar przychodził do niego z wizytą.

Kiedy piegowaty wyszedł z domu, Malik pobiegł na górę do swojego pokoju. W nim zastał słodko drzemiącego Nialla. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Ze świstem opadł na fotel z wieloma przemyśleniami.

- Co się dzieje? - spytał zaspany, niczego raczej nieświadomy Horan. Prawdopodobnie obudził się pod wpływem tego, iż Zayn tak głośno siadł na siedzisko.

- Niall, pamiętasz choć trochę? - spytał zamyślony nadal brunet. Irlandczyk najwyraźniej zaczął powoli przypominać sobie wydarzenia, ponieważ jego mina nie była jedną z najciekawszych.

- O kurwa - powiedział nagle.

- Kurwa, to ja mówiłem jak stałem pod drzwiami i zajmował się tobą Oscar, a ja się cholernie martwiłem co z tobą jest - podsumował z nie najciekawszym tonem głosu, a Horan tylko spuścił głowę. - Tak martwiłem się o ciebie. Bo się do ciebie w jakiś sposób przywiązałem i nie chciałbym, abyś mdlał. Tym bardziej w moim domu, bo to nie jest zajebiste uczucie.

- Przepraszam za kłopot - powiedział cicho z tym swoim słodkim akcentem. Brzmiał jeszcze bardziej uroczo, kiedy Niall był taki zawstydzony sytuacją w jakiej się znajdował.

- Nie masz za co przepraszać, ale powiedz mi o co chodzi z tymi tabletkami gwałtu - Irlandczyk popatrzył w jego oczy przestraszony. Po chwili zaczął błądzić swoimi morskimi tęczówkami po detalach pokoju.

- No, a po co mogłyby mi być potrzebne? - spytał tak cicho, że gdyby Zayn nie patrzył się na jego malinowe wargi, na pewno nie wiedziałby, co powiedział młodszy.

- Niall, kurwa nie wiem, nie czytam w twoich myślach - odparł patrząc się na niego z lekkim wyrzutem. - Po co je wypiłeś? Myślałeś, że ci zgwałcę czy co? - prychnął cicho pod nosem. Zayn po prostu nie rozumiał logiki Horana. Nie wiedział co niebieskooki wtedy planował.

- Ja pierdole, ty miałeś to wypić - kiedy Irlandczyk wypowiedział te słowa, zapadła między nimi niespokojna cisza. Niall szybko spuścił głowę, a po chwili stało się coś czego Malik nigdy by się nie spodziewał. Po policzku młodszego pociekła pojedyncza, słona łza. Najzwyklejsza, a tyle oznaczała dla blondyna - Przepraszam, wtedy naprawdę nie myślałem, chciałem tylko dowieść swojego, że mi się uda... Byłem, jestem i zawszę będę głupi... - podsumował nadzwyczajnie smutnie.

Zayn nie wiedząc nawet co robi, wpił się w miękkie i słodkie usta chłopaka. Sprawiło mu to nadzwyczajnie większą przyjemność niż zwykle. Niall zdezorientowany zaczął oddawać pocałunki dopiero po chwili. Stawały się coraz bardziej łapczywe i uczuciowe, a między dwójką było czuć tą więź i zgranie.

Malik dłonią wytarł mokry policzek Horana i siadł w takiej pozycji, aby było mu wygodniej. Na chwilę oderwał się od blondyna i zdjął jego koszulkę i wyrzucił ją gdzieś w kąt pokoju. Swoimi pocałunkami błądził teraz po skórze młodszego. Zaś z jego ust wydobywały się ciche jęki, kiedy Mulat lekko przygryzał jego sutki.

Malik znów powrócił do całowania ust blondyna, ale przy tym czasem przygryzał jego wargę. Kompletnie nie myślał o tym co robi. Może spowodowane to było tym, że załamał się widząc płacz Nialla?

- Z... - wymruczał nagle Horan - nie chcę, abyś zrobił to czego później będziesz żałować. Działasz pod wpływem impulsu i pewnie nawet ci się to nie podoba - podsumował Niall, co tylko zadziwiło starszego. Na chwilę oderwał się od muskania lekkich warg niebieskookiego. Takiego Horana jeszcze nie znał. Ale zdecydowanie podobało mu się każde jego wcielenie.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo mi się to podoba. Każdy twój dotyk Ni, uh... Doprowadza mnie do istnego szaleństwa, nawet nie wiesz jak bardzo cię pragnę i jednego jestem pewien - powiedział liżąc wąskie wargi Horana - nie będę tego żałował, choćbym miał zginąć za to i skończyć w piekle.

Te słowa tylko pobudziły ich do dalszego działania. Tuż po chwili oboje pozbyli się ubrań, a Zayn wił się pod naciskiem prącia Nialla i krzyczał imię jego właściciela. Pokochał to uczucie i chociaż nie był to jego pierwszy raz, to tak właśnie się czuł. Horan nie chciał go krzywdzić tylko sprawić mu przyjemność, jakiej nigdy nie zapomni.

Kiedy Niall przestał już napierać na umięśnione ciało Mulata, kiedy on doszedł z cichym krzykiem, a w jego wargach dryfowało imię młodszego, zaczęli ponownie obdarzać swoje usta pocałunkami. Zayn nawet nie wiedział kiedy, ale jego pocałunki przerodziły się w wilgotny i delikatnie chaotyczny szlak na bladym ciele Horana.

Nie zauważył jak dość spore prącie Irlandczyka, wypełniło wnętrze jego buzi. Każdy pomruk Nialla, pobudzał go tylko do dalszej pracy.

Zayn wiedział, że po tym dniu ich relacje zmienią się. Nie wiedział czy na lepsze, czy na gorsze. Chciał się dowiedzieć, wiedział jednak, że wiele ryzykuje zatapiając się na taką głębokość wody. Niall był jak ocean, a Zayn był nurkiem, który chciał go sprawdzić, na ile go stać, na ile może pozwolić im, by być.

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 5

Zayn zwlókł się z kanapy, na której wczorajszego wieczoru, nawet o tym nie wiedząc, zasnął. Była strasznie niewygodna - Mulat skrzywił się kiedy powoli wyprostował ciało. Zdecydowanie nie była to przyjazna drzemka.

Przeczesał swoje niesforne kosmyki dłonią i ruszył w stronę lodówki. Chwycił z niej jakiś biały ser i dwa plasterki mięsa i położył po chwili na kanapkę. Przeżuwając ją nastawił wodę na herbatę i usiadł przy stole. Kiedy ta zaś zagotowała się, zalał wrzątek do kubka, w którym znajdywała się czarna torebeczka.

Była sobota, a on nie był pewny czy Niall pracował, tam gdzie pracował w takie dni, lecz postanowił zaryzykować. Jeśli to jedno spotkanie mogło wszystko uratować, byłby skłonny poświęcić się nawet o trzeciej w nocy...

Ubrał się w zwykły t-shirt z napisem "kisses" wielkim, ciemno-fioletowym drukiem. Do tego pierwsze lepsze spodnie z brzegu w kolorze czerni. Ruszył w stronę przedsionka, gdzie założył swoje buty i kurtkę. Ruszył samochodem w stronę, w którą kierował się już codziennie od kilku dni.

Nie obchodziło go to, co inni ludzie powiedzą, kiedy zobaczą jego samochód na parkingu tego miejsca. Albo co gorsza zobaczą samego Malika na wchodzeniu do tego budynku. Nie obchodziło go to. Nikt, kompletnie nikt nie przejmował się jego życiem. Nie miał przyjaciół, oprócz Zoe. Ona jednak nic o nim nie wiedziała. Nawet jeżeli spędziła z nim prawie siedem lat swojego życia, była tak zadumana i pogrążona w swoim własnym świecie, że nawet prawie nie przejęła się wyjazdem Zayna.

- Dzień dobry - Pakistańczyk wkroczył do środka, a jego wzrok napotkała urocza uśmiechnięta kobieta, której włosy na pewno nie były naturalnego koloru. Prezentowała dumnie swoją szczerą i rozpromienioną twarz, spoglądając spod różowej grzywki w stronę chłopaka. - Czy Niall Horan pracuje tutaj dzisiejszego dnia? - spytał niepewnie podchodząc stronę lady.

- Och, nie. Akurat dzisiejszego dnia pan Horan ma wolne. Zwykle pracuje w soboty, lecz dzisiaj zwolnił się z powodu... Jak dobrze mi się zdaje to przyjechał do niego kolega, lub przyjaciel.

"O toż dziwne, Niall i przyjaciel... W takie brednie to ja bym nawet nie uwierzył..." pomyślał Mulat i lekko skrzywił twarz. Musiało wyglądać to co najmniej dziwnie z perspektywy osób trzecich. 

- Może coś przekazać? A i jeśli jest pan zainteresowany, mogę znaleźć panu kogoś innego - uśmiechnęła się. Malik już dobrze wiedział, że polubił tą dziewczynę. Miała do każdego szacunek. Nawet do kogoś takiego jak Niall, wiedząc czym blondyn się zajmuje. Lekko się uśmiechnął i odmówił gestem głowy.

- Przepraszam... - odwrócił się, będąc już przy drzwiach - Kogoś mi pani przypomina - powiedział w końcu coś, co leżało mu na sercu od momentu, kiedy wszedł do pomieszczenia. Nie chciał tego mówić, lecz z niewiadomych przyczyn to zrobił.

- Patrząc się z każdą kolejną minutą na pana, sądzę, że jest to wzajemne odczucie - namyśliła się chwilę, a później po jej policzku pociekła słona łza, która wyznaczyła sobie na jej twarzy własną ścieżkę. - Zayn, to ja, Blaise... - powiedziała, a na jej twarzy nie było już tego samego uśmiechu, co wcześniej. Otarła twarz i uśmiechnęła się ponownie, jednak już nie tak samo żywo jak wcześniej.

- Bl-blaise? - zająknął się, czując się gorzej niż wcześniej i mając wyrzuty, że przypomniał dziewczynie o wszystkich zdarzeniach. Nie poznał jej. Zmieniła się nie do poznania. Różowa grzywka oraz czarne ombre ociągały uwagę od twarzy. Delikata kredka, która podkreśliła naturalnie szaro-morski odcień oczu, tylko podkreśliła jej uroku. - To naprawdę ty? - spytał, na co dziewczyna lekko skinęła głową będąc pewna o czym rozmawiają.

Blaise Cloudien była kiedyś wybranką życiową Nuri'ego. Byli idealną parą i nie mogli bez siebie wytrzymać chociażby minuty, dlatego jak wiadomo, dziewczyna bardzo przeżywała to, iż chłopak popełnił samobójstwo. Malik podszedł do Blaise i po prostu ją przytulił. 

- Możemy się spotkać  dzisiaj? - spytał po chwili namyślenia, a ta sięgnęła po jakiś kalendarzyk. Już z daleka poznał jak bardzo się zmieniła. Teraz była poukładana i czasowa. Wcześniej cały czas się spóźniała i często nie dotrzymywała obietnic co do czasu spotkań.

- Och nie, dzisiaj na pewno nie, ale mam czas w poniedziałek - oznajmiła po chwili gapienia sie w kartki całe zapisane cienkim i starannym pismem. To chyba jedyne co nie zmieniło się u dziewczyny. 

- Dobrze w takim razie do poniedziałku - odparł i ruszył w stronę wyjścia. - Do zobaczenia Blaise! - krzyknął wychodząc z pomieszczenia. Niektórzy dziwnie się na niego spojrzeli, lecz on po prostu zignorował to. Jak zawsze.

~*~

- Niall, więc masz tu dwie pigułki - powiedział Harry ostrożnie, podając małe tabletki blondynowi - oczywiście wystarczy ci jedna, ale wiesz, na wszelki wypadek, jakbyś jedną zgubił, ciamajdo - zaśmiał się na co Irlandczyk wystawił mu język.

Rozmowa jak rozmowa, ale na taki temat jeszcze nigdy nie schodzili. Klienci, a właściwie klient. Między innymi Zayn Malik. To o nim toczyli konwersację od kilkunastu dobrych minut. Skoczyło się na tym, że Niall miał po prostu wrzucić pigułkę gwałtu do napoju Mulata i zrobić co chciał od samego początku. Bądź co bądź, ale bardzo napalił się na Pakistańczyka.

- No idź już - lekko musnął go w usta - mieli tak w zwyczaju. Świadczyło to o ich wielkiej przyjaźni. Bądź co bądź, ale przyjaźnili się od trzynastu lat i nigdy się nie rozstawali. Mieli gdzieś to, co powiedzą ich nieliczni znajomi. Zawsze to robili, a oni przez cały czas nie mogli się do tego przyzwyczaić.

- Kocham cię, Hazz! - krzyknął i ruszył w stronę autobusu. Usłyszał jeszcze za sobą głośne "ja ciebie też". Uśmiechnął się i usiadł na przystanku. Tuż po chwili autobus zajechał, a blondyn wsiadł do niego. Zapłacił i usiadł na pierwszym wolnym miejscu. 

Dobrze wiedział i znał drogę do domu Malika, dlatego po dziesięciu minutach bez problemu znalazł się kilka ulic dalej. Szedł powolnym krokiem. Nie był pewny tego co robi. Jakby robił to pod wpływem jakiegoś złego ducha lub jakiegoś innego dziadostwa. 

Z każdym kolejnym krokiem czuł, że nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Lecz nie zbaczał z drogi. Zazdwonił dzwonkiem do drzwi Mulata. Przez dłuższy czas nikt nie otwierał. Chciał już odejść z myślą, że chłopaka nie ma w domu, kiedy usłyszał dźwięk skrzypnięcia.

- Niall? - spytał zdziwiony Malik. Blondyn odwrócił się i nieśmiało uśmiechnął. Pomimo wszystko był to uroczy wygląd dla Zayna. Uśmiech Horana był wszystkim, czego teraz potrzebował. Może to było dziwnie, ale działał na niego bardzo kojąco.

- Hej - powiedział nieśmiało - Mogę wejść? Chciałem pogadać - dodał po chwili, a Zayn skinął lekko głową i przepuścił go. Zamknął drzwi i podążył za blondynem. Po chwili obaj znajdywali się w kuchni. Kiedy tylko Malik przekroczył próg i chciał już coś powiedzieć, Niall wpił się w jego usta. Zayn na początku z zaskoczenia otworzył szerzej oczy, lecz później zaczął oddawać pocałunki. 

Wiedział, że to nie skończy się źle, ale nie mógł oprzeć się miękkim i soczystym wargom chłopaka. Ręce zaś położył na talii chłopaka. Co chwilę z ich ust wydobywały się ciche westchnięcia, spowodowane tym, jaką przyjemność nawzajem sobie robili. 

Niall swoimi zręcznymi dłońmi zjechał na pośladki starszego i lekko je ścisnął. Osiągnął to, co chciał osiągnąć. Głośniejsze westchnięcie, z delikatną chrypą wydobyło się z gardła Mulata. Malik położył obie dłonie na policzki Irlandczyka. Chciał je trochę ogrzać przez zimno, jakie panowało na dworze, na którym przed chwilą znajdywał się młodszy.

Horan zdjął bluzkę Malika i zaczął całować jego tors, zaczynając od zagłębień w szyi. Zayn wcale nie protestował, czując pożądanie, jakie rosło w jego bokserkach. Głowę lekko odchylił do tyłu tak, aby na początku dać większy dostęp do swojego ciała młodszemu. Pod wpływem tych wszystkich pocałunków, wyginał się pod nim, a z jego ust leciały przekleństwa w stronę Irlandczyka.

Kiedy Zayn zorientował się, do czego zdążył już doprowadzić, zerwał się na równe nogi i zapiął rozporek, który przed chwilą rozpiął blondyn. Ten zaś nie wiedział co się stało, ponieważ tak szybko się to stało, że był zbyt bardzo zdezorientowany.

Teraz, kiedy był pewny tego, że Zayn jest w stanie zrobić to bez tej całej pigułki gwałtu, wstał. Niall był skłonny do tego, aby wrzucić mu ją do napoju. Teraz tak. Wcześniej jednak nie odważyłby się do tego czynu dopuścić. Na pewno nie na Zayna, bo na innych osobach, byłoby mu obojętne.

- Przepraszam - powiedział Niall - Ty idź się ubierz, a ja dam ci coś do picia - dodał po chwili namyślenia. Zemsta... Może nie do końca. To było raczej coś w stylu "ty nie dałeś poruchać, ale ja i tak wezmę to, co mi się należy".

- Okej - odparł i oddalił się do salonu zażenowany. Niall zaś szybkim ruchem wziął dwie pierwsze szklanki, jakie leżały na widoku i nalał do nich soku. Do jednej wrzucił pigułkę i przez cały czas patrzył na kubek z tabletką, aby ich nie pomylić, ponieważ oba wyglądały identycznie.

Położył je na stole w kuchni. Po chwili wszedł do niej Zayn i chwycił kubek. Horan chwycił drugi i duszkiem wypił całą zawartość naczynia. Kiedy oboje wszystko wypili odstawili kubki do zmywarki. Niall lekko się uśmiechnął.

Lecz po chwili jego uśmiech zniknął. Horan nie wypił tego napoju, który powinien. Irlandczyk najzwyczajniej w świecie pomylił kubki. Zaczęło mu się kręcić w głowie. Po chwili upadł na podłogę bezsilnie. Ostatnie co widział to szczupła sylwetka Malika. A ostatnie co słyszał, to jego donośny krzyk.

- Niall!

sobota, 21 września 2013

Broken Promises

Kolejny raz zalogował się na swoje konto na twitterze. Zawsze robił to tylko i po to, aby zobaczyć, czy przypadkiem nie napisał do niego ktoś o dobrym sercu. Ktokolwiek...

Wpisał swoją nazwę w miejsce, w którym powinna znaleźć się ta informacja. W interakcjach widniało tylko kilka nowych osób, które go zaobserwowały. Nic więcej. 

Najechał na myszką na znaczek, przez który mógłby napisać tweet. Skumulował swoje myśli. Na początku w jego umyśle panowały pustki, lecz później, kiedy przypomniał sobie zdarzenie sprzed dosłownie miesiąca... To wszystko uderzyło w niego i od razu w jego głowie pojawiły się tysiące myśli. Zaczął pisać, kiedy po jego lewym policzku pociekła pojedyncza słona łza.

"Zamknięty. Jak w klatce. Niedopuszczony do normalnych myśli. A to tylko dlatego, że zapragnął szczęścia."

Nacisnął na miejsce, w którym widniała nieduża ikonka. Tuż po chwili na górze ekranu pojawiła się informacja o wysłaniu wiadomości. Zacisnął oczy, kiedy kolejna łza chciała wydostać się spod powieki. Obiecał sobie, że od tamtego dnia nie uroni ani jednej łzy. Tak bardzo się mylił. Tyle nieprzespanych nocy. Tyle zmartwień zamkniętych w jednym, skromnym ciele.

Tuż po chwili z napływu emocji zaczął pisać kolejnego tweeta.

"Tylko ci, co przeżyli ten cały zgiełk wiedzą, co to prawdziwy ból."

W interakcjach pojawiły się kilka powiadomienia o tym, że ktoś podał jego dwa tweety. Lecz nikt nie napisał. Nikt nie umiał czytać między wierszami, by zobaczyć, jak bardzo cierpi. Nikt tak naprawdę nie przejmował się jego losem. Ci wszyscy po prostu sądzili, że to konto stworzone było tylko z myślą o wielkiej ilości obserwujących, a nie o tym, że ktoś naprawdę może cierpieć z jakiegoś powodu.

~*~

Kolejna nieprzespana noc. Kolejne dni, w których to wszystko przeżywa jeszcze bardziej. Minął już miesiąc od tego zdarzenia. Lecz pomimo upływu czasu, blondyn przeżywał je jeszcze bardziej. Bolało go to zajście. Nie mógł się z tym pogodzić.

Kolejna noc, w której po prostu włącza laptopa. A pierwszą, wyświetloną przez niego kartą jest Twitter. Czasem nie może bez niego żyć. Lecz czasem... Woli być sam. Sam z tym wszystkim.

"Moim marzeniem jest zaznać szczęście. Ograniczyć ból, który obezwładnia moje ciało."

Kolejne powiadomienie o wysłanym tweecie. Irlandczyk powoli przyzwyczaił się do tego, że jego interakcje zapełnione są nowymi obserwującymi oraz podanymi dalej tweetami. Tym razem też tak było.

"Będąc samym zadaje sobie jeszcze więcej bólu. Ale mam tego świadomość..."

Przez cały czas przeglądał tweety innych użytkowników. Oni byli tacy szczęśliwi. Pełni energii. Wszystkiego, czego można byłoby pragnąć. Wszystkiego, czego nie miał właśnie on.

Odświeżył swoje interakcje i z niedowierzaniem spojrzał na tweeta, w którym był oznaczony. Na ikonce osobnika widoczne było zdjęcie zespołu Coldplay. Chłopak od razu wszedł na profil nieznajomej mu osoby. Na profilu nie było żadnych informacji. Ani miejsca zamieszkania, ani podanego imienia. Tak samo, jak na profilu blondyna. Tweet do Irlandczyka był treścią pytającą.

"@shoot_me coś się stało? xx"

Blondyn był bardzo ciekawy, kim tak naprawdę był nadawca. Nim się obejrzał, a już pisał odpowiedź do nieznajomej osoby. Wiele razy usuwał jej treść, nie chcąc popełnić jakiegoś błędu, jakieś luki, której żałowałby długi czas.

"@yep nie chcę opowiadać tutaj mojej historii. To zbyt bolesne. Nawet cię nie znam..."

Tak właśnie brzmiała jego odpowiedź. Pomimo ciągłego kasowania i tak nie był pewien, czy ma ją wysłać. Lecz pomyślał sobie o tym osobniku. W sumie był pierwszą osobą, która się nim zainteresowała.

"@shoot_me tak, więc co chcesz o mnie wiedzieć?"

Irlandczyk zamyślił się na tę odpowiedź. Po jego policzkach pociekło kilka kolejnych łez. Prosił swoje ciało, swój umysł, żeby akurat w tym momencie nie rozklejał się tak bardzo umysłowo. Niestety, przegrał walkę z samym sobą.

"@yep i tak ci nie powiem... Ale jesteś pierwszą osobą, do której odzywam się od miesiąca, więc pasowałoby cię chociaż poznać."

Tak naprawdę niebieskooki był bardzo ciekawy co do osobowości tego drugiego. Bardzo ciekawy jego charakteru, czy też wyglądu.

"@shoot_me mam na imię Harry i mieszkam od pewnego czasu w centrum Londynu, ponieważ tutaj studiuję, a ty?"

Nie był pewny, czy powinien zdradzać swoją tożsamość nieznajomemu chłopakowi. Ale pierwsze wrażenie o Harry'm miał dobre, dzięki zainteresowaniu jego osobą, dlatego odważył się na kolejny czyn. Lecz jedyne, czego chciał, to dowiedzieć się jeszcze więcej o osobniku, z którym właśnie zaczął konwersację.

"@yep mam na imię Niall. Obecnie także mieszkam w Londynie... Ale urodziłem się w Irlandii"

Tak brzmiała treść jego tweeta, który tym razem nie był kasowany ani razu. Bardzo go to zdziwiło, ale także i ucieszyło. Przemógł swój strach. Bardzo chciał, aby ktoś do niego napisał, ale bał się, jak na to zareaguje. Lecz nawet w jego wyobrażeniach nie było aż tak dobrze, jak w sumie było naprawdę. Dzięki Harry'emu po raz pierwszy uśmiechnął się od ponad miesiąca.

"@shoot_me to czemu przybyłeś do Londynu? Wiem, że nie chcesz o tym mówić, ale zrozum. Ja chcę ci tylko pomóc."

Po tym tweecie, skierowanym właśnie do niego, po policzku Horana pociekła kolejna łza. Tak bardzo bał się tego dnia, który właśnie nastąpił. Tak bardzo chciał, zmagać się ze swoim bólem, ale w tej chwili już było to nieważne. Teraz miał przed oczyma tweety, które dostawał od kogoś innego, kilkanaście miesięcy temu. Zamknął szybko laptopa. Położył się na dywanie i zwinął w kłębek. Nie chciał przeżywać tego jeszcze raz...

~*~

Minęły dwa tygodnie od momentu, kiedy blondyn ostatni raz rozmawiał z Harry'm. Przeprowadzili tylko jedną, nieskończoną rozmowę. Nieskończoną dzięki właśnie Niemu. Przez tę rozmowę nie przespał kilka następnych nocy. Był świadomy tego, że to podchodzi pod stan depresyjny, ale nic na to nie mógł poradzić. 

Coraz mniej jadł. Na dzień do jego brzucha trafiała tylko jedna, sucha bułka i jogurt. To całe pożywienie dzienne. Nic więcej nie chciało przejść mu przez gardło. Przez co jego ciało stało się strasznie blade i kruche. Mało odporne na jakiekolwiek urazy. Jeśli tylko uderzył się w cokolwiek, na jego ciele pojawiał się żółto-zielony siniak. Czasem robił sobie specjalnie takie rany na ciele, aby kolejny dotyk sprawiał ból nie tylko fizyczny, ale także i psychiczny. Sądził, że nie zasłużył na to, co spotkało Jego.

Otworzył laptopa. Czekał dłuższą chwilę, aż załadują się wszystkie ikonki i nacisnął na tą właściwą, która włączała przeglądarkę. Tak jak podejrzewał, w jego interakcjach pojawiło się kilka nowych wiadomości od Harry'ego.

"@shoot_me ej Niall? Wszystko okej? Nie chciałem cię urazić, albo... Cokolwiek."

"@shoot_me proszę odpowiedz, albo inaczej pomyślę, że coś ci się stało i będę się martwił..."

"@shoot_me nie ignoruj mnie. Jeśli nie chcesz rozmawiać, to po prostu mi to powiedz."

Niall był zbyt wstrząśnięty, kiedy czytał te tweety. Znów poczuł się ważny. Znów poczuł to, że ktoś się o niego martwi. I tego właśnie blondyn bał się najbardziej. Tego wszystkiego. Zabrał się za pisanie tweeta, lecz nie takiego, który odpowiedziałby na te od Harry'ego. Zaczął pisać normalnego tweeta.

"Dwa serca zamknięte w jednym ciele. On zawsze pozostanie ze mną..."

Zawsze zastanawiał się, czy dożyje takiego dnia, w którym przynajmniej raz nie uroni łzy, a co lepsze, po prostu się uśmiechnie. Nie mógł. To po prostu go przerastało. Kolejny raz przeskanował wzrokiem interakcje, widząc kolejną wiadomość od Harry'ego.

"@shoot_me czyli ty naprawdę mnie ignorujesz... A ja się tu o ciebie przez cały czas martwiłem, a nadal nie mam pewności, że wszystko jest dobrze."

Blondyn mocno zacisnął powieki nie pozwalając słonej cieczy, na wydostanie się spod jego powiek. Tym razem mu się udało. Z dnia na dzień stawał się coraz silniejszy, ale także słabszy. Czyli prawie nic, nie zmieniło się od zdarzenia sprzed miesiąca.

"@yep przepraszam..."

Nie zdobył się na nic więcej. To go bolało najbardziej. Bał się reakcji ludzi na jego wypowiedź. Bał się tego, że odsunął się od niego z tak błahego powodu. Niestety, nic nie mógł na to poradzić. Ale przecież i tak już był sam...

"@shoot_me ja tu się o ciebie martwię, a ty przychodzisz po kilku tygodniach i mówisz tylko 'przepraszam'?"

Tym razem ta wypowiedź zdziwiła Nialla. Ta była inna. Inna od wszystkich. Taka z pretensją, ale w dobrych intencjach. Delikatnie się uśmiechnął patrząc przez dłuższą chwilę na tweet od Harry'ego.

"@yep eh.. Proszę cię, nie wnikaj w to. Dobrze wiesz, że nie chcę o tym rozmawiać..."

Horan błagał o to, aby tym zdaniem jednak skończyć tą konwersację, jednak tego się nie doczekał. Tuż po chwili do jego interakcji przybyła nowa wiadomość. Wiadomość, której przestraszył się Irlandczyk.

"@shoot_me a ja proszę cię o wytłumaczenie. Daj mi na przykład swoją nazwę skype. Wtedy opowiesz mi, co się stało"

Niall nie był pewny do tego, aby było to dobre wyjście z sytuacji, ale coś ciągnęło go do Harry'ego. Coś czego nie mógł opanować. Coś czego bał się najbardziej. Od razu powiadomił go, że teraz nie może rozmawiać, ponieważ ma do wykonania ważną pracę, w co mylnie uwierzył ten drugi.

~*~

Kilka kolejnych dni, kiedy blondyn nie wchodził na skype, albo chociażby Twittera, były dla Irlandczyka udręką. Był bardzo ciekawy wyglądu tego drugiego. Lecz nie chciał tej rozmowy. Tak cholernie się jej bał. Wpatrywał się w nieduży punkt na ścianie, pogryzając suchą bułkę. Bardzo wielkie było jego zdziwienie, kiedy do jego brzucha trafiła nie jedna, a dwie bułki. Bał się, że tak będzie po rozmowie z Harry'm.

Wyjął z lodówki jogurt pitny i skierował się do pokoju. Usiadł na tapczanie i otworzył laptopa. Popijając jogurt, czekał na jego uruchomienie. Jego serce podskoczyło do gardła kiedy zobaczył kilka nowych wiadomości na skype.

Harry: jesteś tam jeszcze, Niall?

Harry: Niall, znowu mnie unikasz...

Harry: umówiliśmy się na rozmowę, a ciebie znowu nie ma kilka dni.

Harry: o, już jesteś. Możemy rozmawiać?

Ostatnia wiadomość wysłana była dosłownie kilka sekund wcześniej. Irlandczyk drżącymi dłońmi odpisał Brytyjczykowi.

Niall: tak, sądzę, że tak...

Jak zwykle jego odpowiedź nie była zbytnio entuzjastyczna. Nigdy taka nie była od miesiąca. Tuż po chwili na całym ekranie pojawiło się niebieskie tło, a na nim dwie ikonki. Jedna zielona, a druga czerwona. Niall przyglądał się im ułamek sekundy i w strachu nacisnął tę drugą. Po jego policzku pociekła łza. Był słaby, lecz dobrze o tym wiedział. Od razu zabrał się za pisanie do chłopaka.

Niall: przepraszam... Dzisiaj nie mogę, porozmawiamy jutro.

Było jedynym, co zobaczył, przed zatrzaśnięciem laptopa. Z ust wydobyła się wiązanka przekleństw na samego siebie. Za to, że był taki słaby. Nawet nie poczekał na odpowiedź Harry'ego. Harry'ego, w którego głowie prawdopodobnie pojawiły się kolejne zmartwienia co do jego osoby.

~*~

Właśnie mijał miesiąc od dnia, kiedy pierwszy raz wymienił jakiekolwiek zdanie z Brytyjczykiem. Aż tyle dni czekał, by zdobyć się na odwagę porozmawiania z nim. Czyli od tego, przez co jest właśnie taki jest minęły dwa miesiące.

Usiadł na tapczanie jak to miał w zwyczaju i otworzył laptopa. Tym razem bez jogurtu, gdyż dzisiaj nawet na niego nie miał ochoty. Nawet nie zjadł całej bułki. Przeraził się tym, ale nie tak bardzo jakby to zrobiła jego mama, która teraz niestety nie wie o niczym, tylko beztrosko pląsa się po zielonych polach Irlandii, tak jak to miała w zwyczaju. Zawsze chodziła tam z nim i jego starszym bratem Gregiem. Godzinami mogli siedzieć na niedużych kamieniach i podziwiać uroki tego miejsca. 

Niestety, to minęło tak szybko, że nawet Niall, nie miał pojęcia, kiedy. Kolejne fale dreszczy, kiedy zobaczył kilka kolejnych wiadomości od Brytyjczyka. Przez nie poczuł mocny ucisk w okolicach serca. Dopiero teraz do niego doszło, jak bardzo Harry się o niego martwił, a on go odpychał.

Harry: czemu nie możesz?

Harry: proszę, powiedz mi.

Harry: to dla mnie bardzo ważne.

Harry: chcę wiedzieć, czemu tak mnie zlewasz.

Harry: chcę ci tylko pomóc...

Po jego policzku pociekła kolejna łza. A na jego twarzy pojawił się delikatny, prawie niewidoczny uśmiech. Dzięki niemu czuł się lepiej. O wiele lepiej, niż było dotychczas. 

Niall: tym razem już jestem gotowy. Proszę, zadzwoń.

Długo wahał się przed wysłaniem tej wiadomości. Ale jednak umysł był od niego silniejszy i kazał ją wysłać. Tak samo jak ostatnim razem wyświetliły się dwie ikonki. Tym razem nacisnął tę zieloną. 

- Halo? - usłyszał po drugiej stronie dość ciężki i do tego delikatnie ochrypły głos. Na ekranie pojawiła się blada twarz Brytyjczyka. Burza loków i prawie niewidoczne na rozmazanym monitorze, zielone tęczówki. - Niall, słyszysz mnie? - odezwał się po dłuższej chwili jeszcze raz, przyprawiając swoim głosem o dreszcze blade ciało Irlandczyka.

- Tak, słyszę - było jedynym, co powiedział. Harry lekko się uśmiechnął, przez co także blondyn miał nieodpartą chęć uśmiechu. Według niego kędzierzawy miał bardzo ładny i sympatyczny uśmiech. 

- Proszę opowiedz mi co się stało. Chcę ci tylko pomóc... - po chwili cicszy pierwszy odezwał się zielonooki. Niall kolejny raz próbował powstrzymać się od łez cisnących się pod jego powieki. Niestety, były zbyt silne. Tuż po chwili po jego kości policzkowej ciurkiem pociekło kilka słonych łez. - Proszę.

- Muszę? To jest zbyt trudne... - kolejny raz się odezwał. Nie zwracał już uwagi na to, że jego głos totalnie się załamywał, kiedy wypowiadał te pojedyncze słowa. Był zbyt zajęty tym, co odpowie mu Brytyjczyk.

- Chcę ci tylko pomóc - blondyn błagał w myśli, aby Harry przestał wymawiać ciągle to samo zdanie. Było dla niego zbyt wielką udręką. Bolało go tak samo, jak mocny cios wymierzony w jego klatkę piersiową, który miał miejsce za czasów szkolnych, kiedy bił się z kolegami. Niczego nieświadomy. Beztroski Horan.

- No, niech ci już będzie - powiedział po chwili namyślenia. Rozejrzał się po pokoju zahaczając wzrok na niedużej komodzie. Nawet nie wiedział, co tak bardzo w tej chwili zafascynowało go w jej wyglądzie. W tej chwili wydawała się mu po prostu ciekawa.

- Niall... - po drugiej stronie odezwał się jak zwykle ochrypnięty głos. Irlandczyk szybko otrząsnął się z myśli. Spojrzał na monitor przepraszającym wzrokiem.

- No więc - zaczął powoli. - Bo ja... Jakby ci to powiedzieć - zagryzł nerwowo wargę, drapiąc się po szyi. - Jestem gejem - wysapał cicho, mając nadzieję, że Harry go nie usłyszał. Nie dając kędzierzawemu odpowiedzieć, kontynuował. - Mój chłopak... Byliśmy ze sobą ponad trzy lata... Zayn, on... - plątał się w swojej wypowiedzi, wiercąc się nieznacznie w miejscu i usilnie starając się uspokoić. - Umarł.

Niall naprawdę starał się powstrzymać cisnące do oczu łzy. Naprawdę.

Harry nie odzywał się przez dłuższą chwilę. Chciał pomóc blondynowi, ale nie wiedział, że powód do płaczu Irlandczyka jest aż tak poważny. Sądził, że może to kolejna błahostka internetowicza. Mylił się.

- Nie wiem, co powiedzieć - w końcu wydusił z siebie to zdanie. Horan z zapłakaną twarzą chciał zamknąć laptopa. Nie chciał rozmawiać z Brytyjczykiem, skoro tamten nawet nie potracił mu pomóc. - Poczekaj! - krzyknął szybko, kiedy Niall właśnie zbliżał rękę do ekranu. - Proszę cię, nie rozłączaj się...

- Przecież nawet nie potrafisz mi pomóc - powiedział tak cicho, że prawie nie dało się usłyszeć jego słów. Zrobił to, co planował. Wyłączył laptopa i skulił się na tapczanie. Próbował zasnąć, co udało mu się dopiero po jakiś dwudziestu minutach.

~*~

Obudził się cały obolały. Ta noc jak najbardziej nie należała do najlepszych. Budził się co kilka minut, ponieważ wyrzuty sumienia były tak silne, że nie mógł ich opanować. Siedział właśnie przy stole i nawet nie ruszył bułki, którą przyniósł sobie ze sklepu kilka minut temu. 

Sklep to jedyne miejsce publiczne, do którego chłopak był wręcz zmuszony chodzić. Nie chciał patrzeć na twarze ludzi. Kiedy tylko na nie spojrzał, każda przypominała mu twarz Zayna. Nie chciał, aby tak było. To bolało jeszcze bardziej. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że twarz Harry'ego mu go nie przypominała. Może to jakiś dobry znak? Może to znak, aby zaprzyjaźnili się ze sobą? Ale przecież on go nie rozumie. Nie wie, co czuje...

Ponownie włączył laptopa. Spojrzał na ekran. Tak jak się spodziewał. Tysiące nowych wiadomości od Brytyjczyka. Kolejna fala ciepła, która rozeszła się w brzuchu Horana. To uczucie, że jest się dla kogoś ważnym. Ale przecież on go nie rozumiał...

Harry: Niall, to nie tak.

Harry: Ni, proszę cię zrozum, to był dla mnie szok.

Harry: ja nie wiedziałem, że aż tyle, no wiesz, przeszedłeś.

Harry: proszę cię, odezwij się.

Harry: inaczej wyobrażałem sobie tę rozmowę.

Harry: przepraszam, Niall...

Harry: przepraszam, że nie potrafię ci pomóc, ale chcę tylko spróbować.

I wiele innych wiadomości tego typu. Bez zapowiedzi na ekranie pojawiła się informacja o tym, że brunet do niego dzwoni. Tym razem bez zastanowienia odebrał. Od razu zobaczył twarz Brytyjczyka. Ale dużo zmieniła się od wczorajszej rozmowy. Oczy popuchnięte, zapłakane. Włosy klejące się do spoconego czoła. Usta zaschnięte, a nos całkowicie zapchany. Aż do tego stopnia, że zielonooki musiał oddychać buzią.

- Cześć, Niall... - powiedział miękkim głosem, a po jego policzku pociekła pojedyncza łza. Jego głos był totalnie załamany. Blondyn bardzo przeraził się jego stanem.

- Harry! Co ci się stało?! - wykrzyknął bardzo głośno, do tego stopnia, że aż Brytyjczyk spojrzał się na niego. Wzrokiem... Jakby zawiedzionym...?

- Naprawdę nie wiesz? - spytał cały czas ochrypłym głosem, bardziej niż zazwyczaj. Ta wypowiedź była jak najbardziej oczywista. Dla ciemnowłosego tak, lecz dla blondyna była nie lada zagadką.

- Nie, do cholery! Powiedz mi! Co jest nie tak?! - spytał, coraz bardziej przestraszony. Dosłownie ściskało go coś w środku, kiedy patrzył na załzawioną twarz chłopaka. Może niepotrzebnie go wtedy zostawiał? Może powinien zostać z nim? Ale co mogło zdarzyć się przez jeden, a nawet niecały dzień?

- Martwiłem się o ciebie! Myślisz, że to takie proste ot tak zostawić ten temat w spokoju, kiedy już wiem o wszystkim? Przez tę całą kurewską noc nie zmrużyłem oka! I, do cholery jasnej, dalej nie wiem, jak ci pomóc... To boli najbardziej, Niall - po policzku blondyna pociekła pojedyncza łza. Tym bardziej miał pewność, że ktoś wreszcie usłyszał jego wołanie o pomoc.

- Dziękuje, Harry... To, że jesteś, już mi wystarcza - powiedział cicho pod nosem, którym po chwili pociągnął przez to, że był zatkany. Na jego ustach pojawił się delikatny, prawie niezauważalny, lecz bardzo szczery uśmiech.

~*~

Minął właśnie czwarty miesiąc, odkąd Harry i Niall regularnie rozmawiali ze sobą na skype, lub twitterze. Humor Irlandczyka w niedużym stopniu polepszył się. Niestety, przez cały czas myślał o mulacie. To było od niego dużo trudniejsze. Nie potrafił spędzić dnia bez myślenia o nim.

Nadszedł ten dzień, w którym oboje mieli zamieszkać razem. Niall postanowił powrócić do nauki. Złożył podanie o przyjęcie go na studia. Obrał sobie kierunek, który najbardziej go interesował i był z tego bardzo dumny. 

Właśnie sprawdzał, czy wszystkie rzeczy były już spakowane do walizek, kiedy usłyszał dźwięk klaksonu. Od razu otworzył drzwi, czując na swojej skórze przyjemny dotyk powietrza. Taksówkarz spojrzał na jego walizki i zaczął wnosić je do żółtego auta. Razem ruszyli w stronę centrum Londynu.

Przez cały czas Irlandczyk podziwiał widoki, jakie przedstawiał mało skromny krajobraz. Jesienne liście, mieniące się w blasku zachodzącego już słońca. Łąki, przepasane cieniem padającym z drzew. Na nich też już było widać zaczynający się wrzesień. Jak na Londyn w tej porze roku, było tu niesamowicie. Blondyn wprost nie mógł oderwać wzroku od tego malowniczego obrazu. Niestety, po chwili zobaczył pojedyncze budynki, które później zamieniły się w wieżowce. Tak bardzo i jednocześnie wcale nieznany widok Londynu przepełnił umysł Nialla.

Kiedy zatrzymali się pod niedużym jak na miasto wieżowcu, blondyn nie był pewien, czy na pewno chce zamieszkać z Harry'm. To wszystko tak bardzo go przerażało. A co, jeśli Brytyjczyk zaprzyjaźnił się z nim tylko po to, aby go wykorzystać? Jednak Horan wiedział, że pomimo wszystko, co pojawi się w jego wyobraźni, może mu zaufać. To było zbyt silne, by tak nagle okazał się tym złym. Wiedział, a nawet czuł w jego zachowaniu troskę, jaką obdarowywał Horana.

Taksówkarz spojrzał na niego wyczekującym spojrzeniem. Niall pokręcił z zamieszaniem głową i wysiadł z auta. Mężczyzna wysiadł tuż po nim i już chciał pomóc mu z walizkami, kiedy z budynku wyszedł dość wysoki chłopak o kręconych włosach.

- Niall! - krzyknął i przytulił Irlandczyka. Mimowolnie na usta blondyna wkradł się nieduży uśmiech. Mocniej zacisnął uścisk, a po jego twarzy ściekła pojedyncza łezka. Przez cały czas płakał. Przez sześć miesięcy. Codziennie. To było silniejsze od niego. Nawet, jeśli miał przy sobie kogoś takiego, jak Harry. To nadal go bolało. Zbyt wstrząśnięty tymi wszystkim zdarzeniami, wyładowywał swoje napięcie poprzez płacz.

- Cześć, Harry - powiedział łamiącym się głosem. To spotkanie przypominało mu spotkanie z Zaynem. Tylko wtedy nie płakał. Nie był tak załamany. Nie płakał ze smutku. Zupełnie inaczej było teraz.

Młodszy chłopak otarł rękawem łzę blondyna. Uśmiechnął się do niego i przytulił go mocniej. Odsunął się od Nialla i chwycił jego walizki.

- Zapraszam - zgiął się w pół, a później szeroko uśmiechnął. Dla blondyna go było co najmniej komiczne. Zapłacił za taksówkę i ruszył za Brytyjczykiem do jego... Ich mieszkania. Teraz będzie musiał zmienić... Dosłownie wszystko. Ale nastawił się na tę zmianę. Może będzie lepsza?

~*~

Blondyn nie był pewny, kiedy to wszystko zleciało. Minął już cały rok, odkąd zamieszkał z zabawnym brunetem. Wiedzieli o sobie dosłownie wszystko. Nawet to, jaką potrawę lubi każdy z nich. Kiedy nie widzieli się przynajmniej godzinę, od razu zaczynali za sobą tęsknić. Oboje doskonale się dopełniali. Harry był dobry w gotowaniu, a Niall w sprzątaniu. Nie musieli się o nic martwić. Każdy z nich niestety musiał chodzić do pracy na połowę etatu. 

Ze względu na to, że na dworze panowała śnieżyca, żaden z nich nie odważył się wyjść z domu. Zadzwonili do swoich pracodawców i poprosili o urlop. Na szczęście ich szefowie się zgodzili.

Właśnie siedzieli pod ciepłym kocem przy kominku i grali w karty.

- Czarna damka! - krzyknął nagle Harry, a mina blondyna zrzedła. Nie chciał przegrywać... Po raz siódmy. Zielonooki był bardzo dobrym karciarzem. 

- Znowu wygrałeś, Styles! Co ja mam z tobą zrobić? - spytał jakby podchwytliwie. Kędzierzawy chłopak uśmiechnął się chytrze. Widać było po nim, że coś kombinuje.

- Hmmm... - udał, że się zastanawia przez dość długi czas. - Powiedz, co do mnie czujesz! - wykrzyknął nagle. Blondyn obawiał się, że Harry zada to pytanie. Nie chciał mu tego mówić. Nie chciał mieć tej świadomości, że zakocha się w nim. Bał się, że i on odejdzie. Zawsze tak jest. A drugiego odejścia nie chciał...

- Harry... - powiedział cicho. Tak cicho, że prawie niesłyszalnie. Brunet nie dostrzegł tego, że niebieskooki bał się odpowiedzieć. Sam bał się swoich myśli. On po prostu był tak bardzo zaciekawiony tym, co odpowie Horan, że nawet tego nie zauważył.

- Proszę, odpowiedz! Ja chcę wiedzieć! I tak w sekrecie ci powiem, że... - przetrzymał chwilę. Niall bał się tej odpowiedzi. Bał się tego, że Harry powie mu, że jest w nim zakochany. - Lubię cię, Niall... Bardzo cię lubię. Mam nadzieje, że nie odrzucisz mnie i w ogóle... - Styles plątał się w swoich własnych słowach, szukając odpowiednich.

- Przepraszam, ale muszę to przemyśleć - wyszeptał, opuszczając pomieszczenie. 

~*~

Wiatr muskał jego rozgrzaną od ciepłych łez twarz, dając mu pewnego rodzaju uczucie wolności. Z każdym podmuchem zimnego powietrza czuł, jakby jego problemy ulatniały się z niego w przeciągu kilku sekund. 

Jego serce powinno należeć tylko i wyłącznie do Niego. Powinien zauważyć, że coś było nie tak. Że z każdym dniem coraz mniej myślał o Zaynie i chociaż to powinien być plus całej tej gównianej sytuacji, Niall nienawidził myśli, że powoli zapominał o jedynym człowieku, który umiał dać mu szczęście. 

O ile już nie zapomniał. Jakby przez mgłę umiał określić smak jego warg, ciepło jego uśmiechu, głębokość czekoladowych oczu. Jednak to już nie było to samo. Zgubił swoją miłość do Zayna. 

Kiedy to tak właściwie się stało? Kiedy przeoczył tak ważny moment w swoim życiu? 

Zrobił krok do przodu, wiedziony ciekawością. 

- Idę po szczęście, Zayn - powiedział z głową skierowaną ku górze, a iskierki w jego oczach promieniowały tysiącami najróżniejszych emocji. - Idę do ciebie.

Nawet nie poczuł bólu. Wypełniające jego ciało szczęście było zbyt silne.

~*~

Harry zapłakanymi i opuchniętymi oczami pisał kolejnego tweeta. Jego ciało domagało się pożywienia, lecz on nie zważał na to uwagi. Teraz nic nie miało dla niego znaczenia.

"Udręczony myślami. To przeze mnie popełnił samobójstwo. Tylko kilka zdań, a mogą zmienić wszystko."

Po jego policzku pociekło kilka kolejnych łez. Chwycił żyletkę - swój osobisty likwidator problemów. To ona jedyna go rozumiała. Zapełniała jego lewy nadgarstek wspomnieniami z tamtego dnia. Chociaż nie chciał go wspominać, to za każdym razem, kiedy patrzył na swą dłoń, widział to, czego nie powinien ujrzeć. Może powinien wtedy nie mówić tego Niallowi? Może tak byłoby lepiej. 

Odświeżył swoje interakcje i przez popuchnięte oczy dostrzegł wiadomość skierowaną do niego.

"@yep coś się stało?" 

Kiedy nie odpowiadał przez długi czas na wiadomość, w jego interakcjach pojawiły się kolejne wiadomości.

"@yep proszę cię, nie ignoruj mnie... Chcę ci tylko pomóc"