poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 2

Decydująca rozprawa orzekła, że Geoff, jeśli będzie chciał, będzie się mógł widywać z Liamem tylko raz, na dwa tygodnie i to pod opieką kuratora. Tak, Liam oficjalnie zamieszkał w Domu Dziecka i nie mógł nic na to poradzić. Zapewne nikt z rodziny nie chciałby go nawet przygarnąć. Kto chciałby taką łajzę w rodzinie?

Brunet strasznie się stresuje. Dzisiaj ma odwiedzić swojego ojca ponieważ on sobie tego życzył. Mimo wszystko, Liam nie zaprzecza. Twierdzi, że nie przeszkadza mu ten fakt, że ojciec bił go przez ostatnie dwa lata. Po prostu się przyzwyczaił. Więc czemu te nerwy?

Nikt ich nie zauważa, ponieważ przez życie, Liam stał się dobrym aktorem. Zachowuje kamienną twarz, kiedy razem z Belatrice wsiadają do auta. Podziwia widoki, a po jego prawym policzku cieknie łza. Niezauważenie ją wyciera. Nie ma zamiaru tłumaczyć się ojcu, ani Belatrice z mokrego policzka.

- Liam! - wita go radośnie Geoff. Płowowłosa kobieta lustruje jego zachowanie. Zaciska mocno szczękę i powstrzymuje się od komentarza. Może i jest tylko pracownikiem placówki, ale wkłada w tę pracę całe swoje serce. - Wiesz, chciałbym cię przeprosić za wszystko - ściska go mocniej, a wszystkie mięśnie Liama się napinają. Nie wierzy w prawdomówność swojego ojca.

Zapada grobowa cisza. Po chwili Geoff miło proponuje herbatę dla Belatrice. Ona tylko delikatnie kiwa głową, prosząc przy tym o filiżankę czarnej. Siadają na kanapie, a Liam nadal jest spięty. Starsza kobieta wie, co on przechodzi. Nie ma zamiaru komentować niczego.

- Chciałbym porozmawiać na chwilę z Liamem, czy mogłaby być taka możliwość? - pyta z nadzieją Geoff wchodząc z herbatą do salonu, a Peattles - bo tak ma na nazwisko kobieta - marszczy czoło tak, że jej brwi lekko się stykają.

- Nie jestem w stanie tego panu zakazać, ale mam za zadanie pilnować chociaż w tej chwili Liama. Ufam jednak, że nie zrobi mu pan krzywdy. Obejrzę resztę domu - kiedy siwooka odwraca się, na ustach Geoffa pojawia się ten uśmieszek, którego chłopak się spodziewał. Kiedy jej kroki docierają aż na samą górę, mężczyzna wstaje i podchodzi do Liama.

- Jeśli piśniesz choćby słówko, to wtedy nie będę tak delikatny - szepce wprost do jego ucha z zaciśniętymi zębami. Czekoladowooki potakuje lekko głową, po chwili ją spuszczając. Wymierza dość mocny cios w jego lewe ramię i brzuch. - To za twoją orientację, pedale - chłopak zwija się z bólu. Słysząc kroki, które zmierzają po schodach na dół, Geoff zasiada na swoim miejscu. Liam przestaje się krzywić mimo bólu, a jego twarz ponownie przyozdabia kamienny wyraz.

- Rozumiesz Liam, więc chciałbym cię po prostu za to wszystko przeprosić. Za to, że byłem tak niedobrym ojcem - "kończy" swoją przemowę Geoff. Liam już wie, po kim jest takim dobrym aktorem. Belatrice stoi w progu. Młody Payne lekko kiwa głową nikle się uśmiechając.

- Rozumiem tato - pierwsze słowa jakie wypowiada od kilku dni są największym kłamstwem jakie wypowiada. Przecież, po pierwsze; on nie rozumie, dlaczego jego ojciec to robi. Po drugie; nigdy nie powiedział do niego "tato", chyba, że miał mniej niż sześć lat. Peattles się krzywi. Nie wie czy ma wierzyć w szczerość tej rozmowy. A Liama nadal boli.

Wracają do teraźniejszego domu czekoladowookiego. Chłopak od razu zmierza w stronę swojego pokoju. Nie chce z nikim rozmawiać. Niestety potykając się o własne nogi trafia na chłopaka o najcudowniejszej urodzie oraz oczętach, które dopełniały jego nieskazitelność. Były nawet piękniejsze od tych Nialla. Idealnie zarysowana szczęka...

Ramię chłopaka jednak po zderzeniu z pięknookim boli jeszcze bardziej, więc chłopak lekko syczy bólu. Ścierka, której wcześniej nie zauważył w ręku drugiego upada na podłogę i widać na niej czerwono-bordowe plamy.

- Mamo, a czemu ta pani ma tyle bransoletek na ręku? I są tam jakieś rany - krzywi się mały Liam wskazując palcem na blondynkę. Ma dopiero pięć lat i niewiele wie o otaczającym go świecie. Dryfuje w swojej różnokolorowej bańce.

- Ta pani jest Aniołem. Ale Aniołom na ziemi nie wiedzie się najlepiej. Tutaj są krzywdzone, jeśli nie od środka, to od zewnątrz. Ale takie Anioły starają się przetrwać na ziemi, ale zbierają całą winę na siebie, zadając sobie rany, tak jak ta pani.

- Ale czemu chowa te winy? - pyta zaciekawiony. 

- Nie chce by ktokolwiek jej pomógł. Woli uporać się z tymi problemami sama, nawet jeśli upada. Im więcej ran, tym więcej bólu tej osoby, jaki chce sobie zadać. Jeśli Anioły nie wytrzymują na ziemi, odchodzą.

2 komentarze:

  1. @JustJustine1930 czerwca 2014 12:25

    Geoff jest skończonym dupkiem! Jak można traktować tak syna? Liam tak wiele przeszedł, naprawdę mi go szkoda. Ostatnie słowa są piękne i takie prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz wielki talent !!!
    Cudny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń