Brunet niechętnie oderwał się od słodkich i miękkich ust Irlandczyka. Podobało mu się, kiedy ich języki świdrowały razem, dopasowując do siebie właścicieli, ale nie po to zapłacił te sześćdziesiąt dolarów. Nie chciał być jednym z tych niewyżytych facetów. Na cel obrał sobie inną misję. Blondyn spojrzał na niego krzywym wzrokiem. Był przerażony, że coś poszło nie tak, jak trzeba.
- Coś się stało...? - wymamrotał swoim seksownym, Irlandzkim akcentem. Malik wiedział od początku, dlaczego, aby wynająć Horana, trzeba było zapłacić więcej pieniędzy. Nie był taki, jak inni. Bezuczuciowy... On po prostu, chował te uczucia na dnie i Zayn miał za zadanie je uwolnić, a co najważniejsze; uwolnić prawdziwego Nialla.
- Nie... Po prostu nie wynająłem cię po to - podsumował. Widział zdezorientowaną twarz chłopaka. Bał się, że blondyn źle odczyta jego starania o lepszą przyszłość dla niego. Bał się. Kurewsko bał się tego, że Niall nie będzie chciał pomocy.
- To po co, kurwa?! Może mam ci kwiatki podlewać?! Zakupy przynosić, co?! Nie od tego jestem! - niebieskooki uniósł się. Szczerze mówiąc, pomimo tego, że Pakistańczyk miał widoczną przewagę, bał się. Po prostu się bał... Nigdy nie miał okazji dostrzec z tak bliskiej perspektywy człowieka, który nagle wybuchał, oczywiście nie biorąc pod uwagę Nuri'ego. I to go zabolało najbardziej. Bolała go myśl, że tak jak dla kuzyna, dla Horana także nie ma już pomocy.
- Ja tylko chcę ci pomóc... Chcę wyciągnąć cię z tego bagna - odparł cicho, prawie niezrozumiale. Lecz chyba najwidoczniej niebieskooki miał dobry słuch. Zabrał kurtkę z wieszaka i zaczął ją powoli zakładać.
- Nie chcę pomocy. Robię to, bo muszę zarobić... - powiedział, naciągając już drugi rękaw, lecz Mulat zatrzymał go jednym zdaniem.
- Zapłaciłem za ciebie, więc nie możesz odejść - Irlandczyk zamarzł. Faktycznie, nie pomyślał o tym wcześniej. Mocno zacisnął pięści i po chwili zaczął ściągać ubranie. Zayn był z siebie zadowolony. Był z siebie tak kurewsko zadowolony, że nie mógł powstrzymać uśmiechu. Niall skrzywił się na ten gest.
- W czym niby chcesz mi pomóc, wybawicielu, jak nie chcesz uprawiać seksu? - spytał, kładąc się na kanapie. Założył ręce na brzuch i zamknął oczy. Wyglądał jak te osoby w filmach, które leżały na kanapie u psychologa. Malikowi nie spodobała się także w pewność siebie blondyna. Oczywiście, była ona ważna, ale bez przesady. Niebieskooki znajdował się w domu Mulata dopiero dziesięć minut. Pakistańczykowi przyszło na myśl, iż moje pomysł nie był zbyt dobry, lecz nie chciał poddawać się tak łatwo. Im trudniejszy orzech do zgryzienia, tym większa radość z osiągnięcia celu.
- Przecież już powiedziałem. Chcę wyrwać cię z tego bagna. Chcę sprawić, aby twoje życie nie opierało się tylko na seksie - powiedział, delikatnie znudzony. Widział z daleka, że Horan odebrał to tylko jak godzinną przerwę od pracy.
- Słuchasz ty mnie w ogóle?! Ja nie chcę pomocy! - krzyknął, ale nadal leżał w tym samym miejscu z zamkniętymi oczami. Brunet powoli przyzwyczajał się do wahań nastroju Irlandczyka, dlatego teraz już nie bał się go tak bardzo. Może to było też spowodowane tym, że wziął na wszelki wypadek swój gaz pieprzowy? Nie, to nie dlatego, na pewno...
- Ty nawet nie wiesz, że tego chcesz - odparł, pozbawiając swój głos uczuć.
"Jeżeli Horan ma tak pogrywać, to ja też mogę. Może okaże się to skuteczne?" - pomyślał, co chwilę trącając frędzelki, zwisające z lampy, znajdującej się tuż nad jego głową.
- A może to ty przyłączysz się do nas? Byłbyś w tym niezły! Twoje usta są naprawdę dobre - blondyn poruszył znacząco brwiami i oblizał swoje wargi, ignorując wypowiedź Mulata. Źrenice Malika rozszerzyły się do granic możliwości, a jego policzki spłonęły rumieńcem. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, a przynajmniej nie aż takiej bezczelności ze strony Horana. Pakistańczyk właśnie oferuje mu pomoc, a on po prostu oferuje mu pracę dziwki. Mulatowi przez te zdania zbierało się na wymioty.
"Jak on, kurwa, mógł pomyśleć, że dołączę do tej całej bandy?!" - jego głowę opanowało tysiące przeróżnych myśli. Nie wierzył w to, co właśnie powiedział do niego niebieskooki.
- Chyba cię pojebało! - teraz to Malik był osobą, która się uniosła. Brunet po prostu nie chciał słyszeć o czymś takim, jak praca w burdelu. To jedyne, czego chciał uniknąć. Patrzył z narastającą wściekłością, jak na twarzy Irlandczyka maluje się zadowolenie. Ucieszyłby się z tego gestu, gdyby uśmiech blondyna nie byłby tak ironiczny.
- No weź! Taka fajna praca - śmiał się niebieskooki. Jego śmiech byłby przyjazny dla ucha, gdyby nie przesiąknięte jadem słowa. - Chyba, że nie chcesz, bo nigdy tego nie robiłeś. Jak tak to nie nalegam, stary! - kolejna fala śmiechu. Brunet wiedział, że Irlandczyk po prostu próbuje zniechęcić do siebie Mulata, aby więcej taka sytuacja nie miała miejsca. I w sumie Malik już był w stanie powiedzieć "dobra, odwiozę cię teraz i nigdy więcej nie wykupię, ale przestań w końcu", lecz wtedy pomyślał o Nuri'm. Zayn po prostu wiedział, że musi być silny. Musi wytrwać dla niego i dla Nialla. Nawet, jeżeli on go po prostu ignorował, lub robił sobie z niego pośmiewisko.
- Mógłbyś się po prostu zamknąć? - spytał, dość przyjaznym głosem. Niall zaczął przedrzeźniać Zayna, wypowiadając to samo zdanie, delikatnie zniekształconym głosem, co jeszcze bardziej zbulwersowało Pakistańczyka. Mocno zacisnął pięści, próbując powstrzymać się przed przyłożeniem Horanowi, w tą jego idealną buźkę.
- Mógłbyś się po prostu zamknąć? - powtórzył po raz kolejny Irlandczyk. Zayn wiedział, że ich znajomość może zacząć się nie najlepiej, ale nie myślał, że będzie aż tak źle...
- Zachowujesz się jak dziecko, Horan... Jak dziecko - podsumował i tym razem to on zobaczył wściekłość w oczach człowieka, którego w sumie miał uratować. Przeklął w myśli. - Słuchaj, Niall... To nie tak miało wyglądać... - nie dokończył, ponieważ w zdanie wciął mu się niebieskooki.
- A jak? - zagiął bruneta tym krótkim pytaniem. Zayn nie wiedział, jak miał na to odpowiedzieć. Miał opowiedzieć mu cały swój plan działania? Ot tak? To chyba nie wchodziłoby w grę. Blondyn najprawdopodobniej od razu by go wyśmiał.
- No... Nie wiem. Mniej więcej tak, że wyciągam cię z tego bagna i po prostu znajdujesz sobie inną pracę - jednak powiedział, lecz trochę zniekształconą wersję. Blondyn wybuchł śmiechem tak, jak się tego spodziewał Zayn. Tak właściwie nawet nie wiedział, czemu tak bardzo go to śmieszyło.
- Nie możesz zrozumieć, że jest mi dobrze teraz? Tak w ogóle, to czemu wpierdalasz się w moje życie? Ja je sobie tak ułożyłem i ja sobie z nim poradzę! - Mulat miał już dość zmian nastroju drugiego osobnika. Zachowywał się dokładnie jak kobieta w ciąży, a może nawet i gorzej... Spojrzał na zegarek, znajdujący się na jego ręce. - Zawieź mnie już, bo już twój czas się skończył. Szkoda, że nie wykorzystałeś go tak, jak powinieneś, Malik... - brunet także spojrzał się na zegarek, aby upewnić się, czy na pewno minęła już godzina. W sumie do piętnastej było jeszcze siedem minut, ale co mógłby zrobi przez ten czas? Na pewno nie przekonać niebieskookiego.
Razem bez słowa ubrali skórzane krótki i ruszyli do samochodu. Mulat zamknął za sobą drzwi wejściowe i skierował swoje kroki w stronę auta, gdzie na miejscu pasażera siedział już Horan. Pakistańczyk odpalił silnik i wyjechał z podwórka, włączając się w ruch drogowy. Jechali w ciszy. W tle słychać było tylko ciche radio, ale kiedy w głośnikach rozbrzmiała piosenka Bruno Marsa, Treasure. Obaj w tym samum czasie wyciągnęli rękę, aby pogłośnić. Mulat uśmiechnął się zadziornie.
"Mam na niego haczyk. Widać, że lubi muzykę. Dziwię się, że w ogóle jest coś, co lubi oprócz kutasów" - pomyślał, kiedy Horan z delikatnym rumieńcem na twarzy pogłośnił piosenkę. Właśnie, kiedy zaczynała się druga zwrotka, podjechali pod budynek.
- Mogę dosłuchać tego do końca? - spytał nieśmiało, rumieniąc się. Malik uśmiechnął się przyjaźnie i skinął głową, jeszcze bardziej pogłaśniając muzykę. Patrzył na Nialla. Patrzył na jego cudowny profil i nie mógł nacieszyć się jego widokiem.
Niestety, jego radość nie trwała długo, gdyż minęła dosłownie chwila, a piosenka się skończyła. Blondyn bez pożegnania wysiadł z auta i skierował się w stronę budynku. Malik wiedział jednak, że pękła jedna z wielu warstw niebieskookiego.
- Niedługo będzie już po wszystkim, Niall... - powiedział sam do siebie, odjeżdżając z parkingu.
moja pierwsza myśl: sdfghjkjhgfdsdfghjhgfdfghdfghjikjubgvtrgdfgthjm,hmgfdghjkl, jak ty w ogóle możesz kończyć w takim miejscu?! : c
OdpowiedzUsuńa ogólnie o całości.. no co mogę napisać.. cholernie dobre po prostu. ty piszesz jak nie wiem co. twój styl jest nad wszystko, jesteś po prostu moim Bogiem <3
miałaś świetny pomysł z tym opowiadaniem. nie wiem co będzie dalej, ale nie mogę się doczekać, aż się dowiem. : )
teraz czekam na rozdział twojego pierwszego opowiadania, bo mówisz, że będzie taki zajebisty :''')
I JESZCZE RAZ BARDZO CIĘ KOCHAM I TWOJE OPOWIADANIA, WIESZ O TYM KICIA <3
Dalej tego nie rozumiem ;___; Przeczytałam ten rozdział trzy razy... To co, Niall jest dziwką, narkomanem??
OdpowiedzUsuńUwielbiam tą piosenkę Bruno Marsa *-*
Och God... Dodawaj szybko następny!
Jak można mieć taki talent? No jak?! :cc
ostro mieszasz w tym opowiadaniu hahah ;D taki agresywny i irytujący Horan to ciekawa odmniana;3 lecę czytać dalej<3
OdpowiedzUsuń<3 czeeekam aż Niall zmądrzeje :D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNo ciekawe, kiedy Niall przekona się do pomysłu Zayna, a ciekawsze, jak Zayn zdoła go do tego przekonać... Horan jest oporny, ale Malik znalazł jego słabą stronę. To dobrze. Myślę, że w końcu Irlandczyk się złamie.
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział xx
@ohhhmyniall