piątek, 30 maja 2014

Taken

   27 sierpnia, 2013r.

Mile spędzone wieczory. To ja byłem tym, który cię przytulał każdego chłodnego popołudnia i w nocy. Tulił do swojej piersi, swobodnie trzymając twoją dłoń. Drugą gładziłem twój idealny policzek, o tak bardzo bladej karnacji.

- Kocham cię – mówiłeś ze spokojem i mógłbym przysiąc, że widziałem w twoich oczach coś na kształt uczucia. A może powinienem powiedzieć, że nie mówiłeś, a kłamałeś. Dzisiaj już wiem, ale wtedy byłem zaślepiony tą miłością, kochanie. Nadal coś do ciebie czuję, pomimo tego, jaką krzywdę mi wyrządziłeś.

- Ja ciebie też – odpowiadałem, muskając lekko twoje usta i wtulając w koc, który spoczywał na moim ciele, twoje drżące ciało. Nadal cię kocham, ale... nie powiem ci tego. To byłoby nierozsądne, a ja wyszedłby, na totalnego głupca. Zawsze sądziłem, że nim jestem, ale nie aż do takiego stopnia, żeby tak dać się omotać i... zakochać.

Uh, kochanie, nawet nie wiesz, jakim uczuciem cię darzę. Każda noc spędzona z tobą w jednym łóżku. Te dwa rozpalone ciała. Twoje malinowe, idealne wargi, które składały na moim ciele mokre ślady. Niektóre staranne, jakby zaplanowane wcześniej. Twój płytki oddech, mieszający się z moimi krzykami. Tak, kochanie, sprawiałeś mi przyjemność, jaką nikt inny nie będzie mi w stanie zaoferować. Tego jestem pewien jak nigdy.

Pamiętam twój wyjazd. Tak cholernie tęskniłem, nie tylko za twoim ciałem, ale też za twoim głosem, po prostu. Kiedy tylko dzwoniliśmy do siebie, zapamiętywałem każdą chwilę, w której słowa opuszczały twój umysł. Zawsze miałeś w sobie coś, co sprawiało, że na sam dźwięk potrafiłem się podniecić.

- Tęsknie – mówiłeś. Uh, kolejne kłamstwo, jakie padło z twoich ust. Nie mogłeś chociaż na chwilę przestać kłamać? Teraz byłoby mi lżej. Wydawało mi się, że to ty jesteś tym kruchym w „związku”, jeśli można by to tak nazwać. Teraz już wiem, że to pomyłka. Taka osoba jak ty nie mogłaby wyrządzić mi krzywdy. Jestem tego pewien, kochanie.

W sumie nawet nie wiem, czemu jeszcze zwracam się do ciebie takimi pieszczotliwymi zwrotami. Może trudno mi się jest odzwyczaić? To chyba jak najbardziej jeden z powodów, bo wiesz... Ja tęsknie. Ale tak prawdziwie, nie tak jak ty, skarbie.

Jest jeszcze coś, co chciałbyś dodać na zakończenie, aby bardziej mnie skrzywdzić? Jeśli tak, to zapraszam, bardzo chętnie posłucham, ale wiesz... Życie to nie bajka. Jak gówno z siebie dasz, to do ciebie wraca, to taka karma.

Pamiętaj, że ja nadal cię kocham i zawsze zostaniesz w mojej głowie pomimo tego, jak bardzo w niej mieszasz, kochanie. Nadal w niej jesteś, nadal cię pragnę, kochanie.

***
   11 września, 2013r.

Czemu akurat ten dupek, musiał kończyć lekcje, wtedy kiedy ja? Byłoby mi prościej nie iść tak blisko niego. Czemu on nadal chciał mnie tak krzywdzić? Rozumiem, sprawiało mu to przyjemność, ale Louis, to boli - bardziej niż myślisz. Twoje idealnie szaroniebieskie tęczówki śledzące każdy mój ruch. Perfekcyjne włosy, które swobodnie opadały ci na twarz i ten uroczy uśmiech. Cieszyłem się za każdym razem, kiedy to ja byłem powodem, dlaczego on pojawiał się na twojej twarzy. Teraz mnie już to nie bawi, Louis. Ten zadziorny uśmiech, który widnieje, na twojej nieskazitelnej twarzy, to... ideał. Wiesz, że cholernie mnie to pociąga, kutasie.

Miałem szczęście, że szli ze mną moi najlepsi przyjaciele. Tak, zdecydowanie, Harry i Liam to dwie najlepsze osoby, jakie udało mi się spotkać w życiu. Kochałem ich, ale jak braci. Byli dla mnie wsparciem, nie odepchnęli mnie nawet kiedy dowiedzieli się, że jestem innej orientacji. Akceptowali mnie takim, jakim jestem, w każdej sytuacji. W sumie nie do końca byłem homo, uwielbiałem dziewczyny, ale większość uznawałem za osoby, które potrafią podnieść na duchu.

W szkole uchodziliśmy za bardziej popularniejszych. Jeśli tak to można nazwać. Większość osób, pragnęła spotkań z nami, a kiedy jeden z moich przyjaciół spojrzał na jakąś dziewczynę, albo nawet ja, od razu chwaliła się swojej przyjaciółce i była „najszczęśliwszą osobą na świecie”.

Może dlatego Louis chciał ze mną chodzić? Odstawiał tą całą szopkę, kiedy dowiedział się, że jestem biseksualny, tylko po to, żeby zyskać w oczach innych? Nie wybaczę mu tego do końca życia... że tak go pokochałem.

- Ale słyszałeś jej skrzeczący głos? Mówiła, jakby jej ktoś kij do tyłka włożył – zaśmiał się jeden z moich przyjaciół. Drugi zawtórował mu, a kiedy zauważyli, że moją twarz nie pokrywa ten sam uśmiech co zwykle, spojrzeli na mnie zaciekawieni i lekko zasmuceni.

- Z, znowu przeżywasz? Rozumiemy, że jest ci ciężko, ale miałeś zapomnieć. A przynajmniej spróbować – cieszyłem się, że już dotarliśmy pod mój dom. Nie musiałem się im tyle tłumaczyć. Nienawidziłem takich momentów, kiedy się mną przejmowali aż za bardzo. Ich opiekuńczość była czasem nazbyt uporczywa.

- Przecież wiecie, że od tak o nim nie zapomnę – powolnym krokiem ruszyłem w stronę mojego domu. Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi, słysząc ich zawziętą rozmowę. Nawet nie skupiałem się na tym, o czym rozmawiają. Przywitał mnie, głos mojej uradowanej jak co dzień rodzicielki.

- Zaynie, co tak wcześnie? Och, dobrze, nie ważne, opowiadaj jak w szkole – uśmiechnęła się. Wymusiłem uśmiech tak, aby wyglądał na szczery i popatrzyłem rodzicielce w oczy. Wiedziałem, że kłamanie jest czymś złym, ale przecież nie powiem jej od tak, że Louis nie był tylko moim przyjacielem, tak jak go przedstawiałem, ale kimś więcej.

- Nawet dob... - nie zdążyłem dokończyć, ponieważ ktoś zadzwonił do drzwi. Przeprosiłem mamę i ruszyłem w stronę drzwi. Otworzyłem je i kogo tam ujrzałem? Nikogo innego jak Liama. Pewnie Harry musiał coś załatwić.

- Coś chcesz? Nie mam nastroju, dobrze wiesz – ku mojemu zdziwieniu Payne lekko uśmiechnął się, ale nie do mnie. Do kogoś stojącego za mną. Obejrzałem się i zobaczyłem moją mamę. Och, czemu akurat w tym momencie? Na Bogów, wszyscy są przeciwko mnie?

- Li, wejdź, nie krępuj się. Zayn, jak ty się zachowujesz w stosunku do swojego przyjaciela? A co do przyjaciół... Czemu nie widzę już jakiś czas u nas Louisa? - poruszyła jeden z najgorszych tematów, jakie mogła zacząć. Zacisnąłem lekko pieści.

- Po prostu nie był dobrym towarzystwem dla mnie. Może my pójdziemy do mojego pokoju, co Liam? - spytałem, patrząc na chłopaka błagalnie, a łzy same wzbierały mi się pod powiekami. Payne od razu wiedział, co jest na rzeczy i poszliśmy do mojego pokoju.

Ze świstem rzuciłem się na łóżko, czując jak łzy ulatniają się spod moich powiek. Spływają powoli po mojej twarzy i skapują gdzieś na pościel. Nie krępowałem się płakać przy brunecie. Nie raz się to zdarzyło, więc wiedziałem, że mogłem to robić, a ciemnooki mnie pocieszy.

Tuż po chwili leżałem w jego ramionach, cicho łkając. Wyklinając cały świat...


- Czemu jestem tak łatwowierny, Liam? No, czemu? Czemu tak łatwo daje się omotać innym? Mam wrażenie, że wszyscy się mną bawią. Jedyne dwie osoby, którym mogę zaufać, to ty i Harry – wyjąkałem pomiędzy płaczem. Payne mocniej przytulił mnie do swojej ciepłej klatki piersiowej, lekko łaskocząc mnie przy tym swoimi włosami. Cicho się zaśmiałem, co brunet łatwo wykorzystał. Łaskotał mnie w każdym możliwym miejscu tak, abym nie był smutny tylko się śmiał. Ale... przecież to tylko chwilowe. Wieczór pewnie znowu spędzę na wypłakiwaniu się i wyżalaniu poduszce.

***
   18 luty, 2014r.

 Ferie zimowe. To coś, czego pragnąłem już od dawna. Tego mi było trzeba. Odpoczynku od wszystkich. Liam wyjechał ze swoimi kumplami na narty, a Harry do ciotki, do Francji. Wiedziałem, że bez nich, będę się nudził jak nigdy, ale może o to chodziło? Może musiałem przemyśleć sobie kilka spraw?

Pierwszy dzień spałem do południa, ale już drugiego nie miałem ochoty i sam z siebie obudziłem się około ósmej. Taki już byłem. Może delikatnie nietypowy, bo każdy normalny nastolatek pewnie by te dni przeleżał do południa, a wieczory spędzał przed komputerem z paczką chipsów.

Ktoś nagle zadzwonił do drzwi. Nie zważałem na to, że jestem w samych spodniach dresowych. Ruszyłem w stronę, skąd dochodził charakterystyczny dźwięk. Otworzyłem, a w progu dostrzegłem o kilka centymetrów niższego ode mnie, blondyna.

Chłopak miał nietypową urodę. Włosy wyglądały jakby były farbowane. Po bokach, lekko wygolone, ciemne, a z przodu opadające na czoło blond kosmyki. Wąskie usta oraz komicznie wcięty nos, posypany nielicznymi piegami w jasnobrązowym odcieniu. I oczy... Coś, czemu nigdy nie potrafiłem się oprzeć. Teraz aż nogi się pode mną załamały, widząc te morskie tęczówki.

- Hej – powiedział blondyn z nietypowym w tych stronach akcentem. Lekko się zarumienił, co tylko dodało mu więcej uroku. Był taki słodki... kurwa, nie. Znowu to samo uczucie. Te motylki i ciepłe podbrzusze.

- Umm... hej – odparłem niepewnie, nie wiedząc kim tak naprawdę jest chłopak o przepięknych oczach. Były o wiele ładniejsze od tych Louisa. Pieprzony Tomlinson. Czy ty człowieku musisz być cały czas w mojej głowie? Minęło już przynajmniej cztery albo pięć miesięcy.

- Jestem Niall, będziemy teraz sąsiadami... prawie – zaśmiał się niepewnie, co dodało mu trochę uroku. Pieprzony Niallu, czy ty musisz być tak cholernie przystojny i uroczy zarazem? A ty, Zaynie, mógłbyś w końcu przestać tak przeklinać. To się staje przerażające, kiedy mówię do siebie. Zdecydowanie coś jest ze mną nie tak jak trzeba.

- Więc wejdź, nie stój w mrozie – odsunąłem się lekko, zapraszając go gestem ręki do środka. Mi samemu było strasznie zimno, ale może spowodowane było to tym, że nie miałem na sobie koszulki.

- Nie, dziękuje, ja tylko przyniosłem ciasto, które upiekła moja mama, wiesz takie powitanie sąsiedzkie, jeśli w ogóle takie coś istnieje na świecie – zaśmiał się. - Nie chcę przeszkadzać, czy coś - wręczył mi blachę i chciał już odejść, kiedy złapałem go za nadgarstek.

- Hej, jeśli nie masz nic do roboty, to naprawdę zostań. Jestem sam w domu i się nudzę. A wiesz, miło by było poznać swojego nowego sąsiada – uśmiechnąłem się jak najszczerzej potrafiłem i szczerze mówiąc, chyba dobrze mi szło. Nie wiem co się ze mną działo, ale to chyba Niall miał na mnie taki wpływ.

- Myślałem, że raczej zareagujesz coś w stylu „mmhm, okej dziękuje za ciasto” i zatrzaśniesz mi drzwi przed nosem – zaśmiał się, a ja z niezrozumieniem spojrzałem na niego. - Słyszałem, że w tych stronach przeważają niemili ludzie. Trochę się stresowałem... Nie chciałem tu w ogóle przychodzić, ale mama mi kazała – ponownie z jego ust wypłynęła ta sama dźwięczna melodia, odbijająca się od ścian w pustym salonie, w którym właśnie siedzieliśmy.

- Och, błagam – zawtórowałem mu, przez co lekko się uśmiechnął – wyglądam na osobę, która mogłaby coś takiego zrobić? - spytałem z rozbawieniem, nie dowierzając jak ten blondyn potrafi mnie rozbawić. Po chwili kiwnął głową potwierdzając moje słowa, a ja lekko klepnąłem go w ramię. - Chcesz może kawałek tego pysznego ciasta? - zaoferowałem z uśmiechem, wskazując na blachę przyniesioną przed chwilą przez chłopaka.

***
   18 luty, 2014r.

 Spędziłem z Niallem bardzo miłe popołudnie i podwieczorek okazał się być bardzo ciekawym i zabawnym chłopakiem. Coś mnie do niego ciągnęło, jakaś niewiadoma siła... Uh, znowu to samo, Zayn, ogarnij się. Nie miałem ochoty przeżywać jeszcze raz tego samego. Obiecałem sobie, że już nigdy się w nikim nie zakocham.

- No więc, są trzy etapy, musisz przejść przynajmniej dwa, bo inaczej aut – zaśmiał się, wypowiadając ostatnie słowo. Tak naprawdę nie wiedziałem nawet o czym rozmawiamy, moje oczy skupione były na jego zwinnie otwierających się i zamykających ustach. Siedzieliśmy u mnie w pokoju, zajadając jakieś ciastka. Chłopak uwielbiał przegryźć sobie coś od czasu do czasu, szczególnie słodkiego, ale zjedzony przez jego posiłek starczał mu, jak się okazało, na bardzo długi czas. Więc w sumie nie jadł aż tak dużo, jakby się mogło wydawać.

Nagle usłyszałem znajomą mi dość dobrze piosenkę Nirvany, która wydobywała się z mojego telefonu.

My girl, my girl.
Don't lie to me
Tell me where, did you sleep, last night...
In the pines, in the pines
Where the sun don't ever shine
I would shiver the whole night through...

Odebrałem tuż po chwili, patrząc odruchowo na wyświetlacz. Na samą nazwę lekki uśmiech wpłynął na moje usta.

- Hej, Li – uśmiechnąłem się jeszcze bardziej, słysząc uradowany głos mojego przyjaciela. Po chwili pomyślałem o Niallu, który siedział tuż naprzeciw mnie i wpatrywał się we mnie z ciekawością.

- No hej Zaynie, mój najdroższy – powiedział wyniośle. Często tak do siebie mówiliśmy, dla żartów. - Jak ci życie mija? W sumie nie widzieliśmy się jeden dzień, ale i tak mi już ciebie brak – powiedział z udawanym smutkiem w głosie.

- Mi ciebie też bardzo brakuje Li, ale w sumie raczej nie wypada rozmawiać przy gościach, później ci opowiem – powiedziałem czekając, aż chłopak cokolwiek powie.

- Mam być zazdrosny? - zaśmiał się cicho pod nosem, a po chwili gdzieś w oddali usłyszałem jakiś stłumiony dźwięk. - Nie! Szampon jest w tej górnej, pacanie – zaśmiał się, a ja już wiedziałem, że słowa były kierowane do Jareda.

- Zazdrosny powiadasz? Pomyślę – zaśmiałem się, masując lekko kark, który pobolewał mnie ostatnimi czasy. - Uh, zadzwonię później, dobrze? Kocham cię, Liam – uśmiechnąłem się, lekko słysząc ciche „ja ciebie też” w słuchawce. Rozłączyłem się i nadal głupkowato uśmiechałem się po rozmowie z przyjacielem. Oczywiście to „kocham cię” było na bazie przyjacielskiej. Często tak do siebie mówiliśmy.

- Wiesz, w sumie... ja bym się już chyba, ten no... zbierał – powiedział Irlandczyk nieśmiało, zaciskając pięści, tak, że jego knykcie aż pobielały. - Wiesz, pewnie chcesz zadzwonić do tego... Liama, czy jak mu tam i... ja już pójdę.

Powiedział Niall i wybiegł z pokoju. Zrobiłem coś źle? Uh, pewnie przeraził się tego, że powiedziałem do bruneta „kocham cię”. Przepraszam bardzo Niall, ale nie wiedziałem, że jesteś homofobem.

Jutro pójdę do niego i go przeproszę, jeśli cokolwiek zrobiłem nie tak. Nie chciałem, aby od razu mnie skreślał. Zbyt dobrze się dogadywaliśmy, żeby od tak to zepsuć. Chyba, że jutro też mnie odepchnie, wtedy będę miał czarno na białym, że jest nietolerancyjny.


***
   19 luty, 2014r.

 Ze zniecierpliwieniem stałem pod domem państwa Horan. Stresowałem się? Nie, skąd... Cholernie się stresowałem, co ja mówię. Nie miałem nawet odwagi zadzwonić tym pieprzonym dzwonkiem. W ręku trzymałem ulubione, jak się wczoraj okazało, ciastka Nialla.

W końcu odważyłem się i delikatnie, lecz precyzyjnie przycisnąłem przycisk.

- Och, dzień dobry – drzwi otworzyła mi kobieta o miłej, lecz zatroskanej twarzy. Lekko się uśmiechnęła, przez co na jej twarzy pojawiły się lekkie niedoskonałości, które były spowodowane wiekiem.

- Dzień dobry, nazywam się Zayn, mieszkam niedaleko, czy zastałem może Nialla? - spytałem, zaciskając ręce od mrozu. Kobieta odsunęła się lekko, abym mógł wejść do środka, a ja od razu poczułem ten charakterystyczny zapach, jaki towarzyszył Niallowi oraz to niesamowite ciepło, jakie emanowało z tego domu.

- W sumie to nie wiem, czy Ni będzie chciał cię widzieć, właściwie nikogo nie chce widzieć... - powiedziała, będąc bliska płaczu. Nie wiedziałem, o co jej chodzi, więc gestem ręki zachęciłem ją do tego, aby mi wytłumaczyła co jest na rzeczy. - Jakiś Malik, nie wiem jak chłopak ma na imię. Niall się w nim zauroczył – mówiła to z takim spokojem, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. A mnie wryło w podłogę. Niall? Zauroczony? We mnie? To przecież wydawało się absurdalne. - Ale z tego, co wywnioskował po jego rozmowie, z jakimś Li... Liamem? Nie pamiętam... Więc z tego co wywnioskował, są razem, bo mówił coś tam o zazdrości, jejciu nie umiem opowiadać – zaśmiała się nerwowo, a ja nadal stałem jak słup, słuchając każdego słowa jak najdokładniej umiałem.

- To jedna wielka pomyłka proszę pani... To ja jestem Malik. Zayn Malik. I Liam, to nie mój chłopak, to mój przyjaciel, ale często mówimy, że się kochamy, wie pani, taka braterska miłość. Muszę mu to wszystko wyjaśnić – kobieta popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, pokazując tylko ruchem ręki, gdzie znajduje się pokój niebieskookiego. - Dziękuje – powiedziałem prawie niesłyszalnie, szybszym krokiem zmierzając w stronę pokoju młodszego chłopaka.

Zapukałem, a cichy, ochrypnięty głos Irlandczyka tuż po chwili wypełnił jego pokój, z trudem przedostając się przez dość grube drzwi.

- Mamo, mówiłem ci, chcę zostać sam. Wyleczę się z tego, to tylko zauroczenie – powiedział, a ja lekko uchyliłem drzwi do jego pokoju – mam... o kurwa Zayn, co ty tu robisz? - zapytał lekko przestraszonym głosem, przykrywając się bardziej kocem. Kiedy zobaczyłem jego czerwoną twarz i przekrwawione od płaczu oczy, zacząłem się winić za to wszystko. Wiem, że nie mogłem zapanować nad jego uczuciami, ale mogłem temu jakoś zapobiec, to jest pewne.

- Jak na razie stoję, ale pozwól, że sobie usiądę – zamknąłem drzwi i tuż po chwili znalazłem się przy blondynie. - Wiesz... może to trochę niestosowne, że dowiedziałem się wszystkiego od twojej mamy, ale co się stało, już się nie odstanie. Chciałem ci tylko wytłumaczyć jedną rzecz. Liam to nie mój chłopak, tylko przyjaciel. Z tą zazdrością, wiesz... Przyjacielskie pogawędki, a „kocham cię” bardziej braterska miłość. Wiesz, nigdy nie miałem brata w domu i taką braterską miłość oferuje mi Liam, no i Harry, ale ten drugi to wariat nad wariaty – zaśmiałem się.

- Tylko tyle chciałeś mi powiedzieć? - spytał z lekką nadzieją w głosie. Nie chciałem mu robić nadziei. Wiedziałem, że nigdy nie zakocham się w Irlandczyku, co już dawno sobie obiecałem. Chociaż w sposób, jakim pożerał mnie wzrokiem, był tak pociągający. Uh, Zayn, znowu zaczynasz.

- Wiem, że masz nadzieję na więcej Niall, też bym ją miał na twoim miejscu, ale... wybacz. Zakochałem się już raz i był to najgorszy wybór, jaki mogłem w życiu podjąć – powiedziałem, spuszczając głowę. Louis i jego idealność nadal siedział w mojej głowie. Może raczej siedzieli? Bo to dwie różne rzeczy, tak bardzo idealnie ze sobą współgrające. Nawet nie wiedziałem, kiedy pojedyncza łza skapnęła po moim policzku.

- Jeśli chcesz, możesz mi o tym opowiedzieć, może ci ulży – zaproponował niebieskooki, a ja tylko lekko zaprzeczyłem ruchem głowy. Ufałem Niallowi, ale nie tak bardzo jak Liamowi, czy Harry'emu. - Rozumiem – dodał po chwili, spuszczając głowę. Najwidoczniej nam obu było w tym momencie do płaczu.

Wyciągnąłem zza pleców ciastka, które wcześniej położyłem na ziemi, a Horan nie był mi dłużny i tuż po chwili chwycił za ogromną paczkę chusteczek skrytą pod kocem. Położyłem się koło niego i nim się obejrzałem, rozkleiłem się szybciej niż przy poduszce. Opowiedziałem mu wszystko od początku, wylewając przy tym stertę łez.

- … teraz wiesz, czemu nie chcę się zakochać. Kurde, gadam jak baba – zaśmiałem się przez łzy – i pewnie wyglądam jak siedem nieszczęść, cały zaryczany, nie to co ty, taki uroczy. Czemu nie mogę być taki? - zanim zdążyłem ugryźć się w język, właśnie to padło z moich ust. Malik, to jest najlepszym przykładem tego, że nie myślisz, zanim coś powiesz.

***
   29 luty, 2014r.

Przez ostatnie dwa tygodnie zaprzyjaźniłem się z Niallem. Samym bytem sprawiał, że zapominałem o całym bożym świecie i cieszyłem się teraźniejszością. Dzięki niemu nie mogłem być, a byłem tym, kim zawsze chciałem. Byłem sobą w jego towarzystwie.

Tuż pod koniec ferii, trzy dni przed ich zakończeniem, wrócił Harry. Od razu postanowiłem odwiedzić go z Niallem chcąc, aby blondyn czuł się pewniej w naszym towarzystwie. Brakowało tylko Liama, który miał przyjechać tego samego dnia wieczorem.

Bardzo dobrze bawiliśmy się przez cały dzień. Niall i Harry także znaleźli wspólny język, ale ja cały czas czekałem na jakąkolwiek wiadomość od Payne'a. W pewnym momencie jednak wyładował mi się telefon i nie miałem nic innego do roboty, jak dobrze bawić się z chłopakami. Wieczorem razem z Horanem wróciliśmy do mojego domu. Już rano uzgodniłem z Maurą – mamą Nialla – że ten będzie u mnie spał. Chciałem jak najlepiej spędzić te ostatnie dni swobody.

Kiedy tylko przekroczyłem próg mojego pokoju, zabrałem się za poszukiwanie mojej ładowarki do telefonu. Po kilku minutach włączył się i zobaczyłem wiadomość od bruneta.

Już wracamy, nie martw się.

Dzięki tej wiadomości lekko się uśmiechnąłem, a kamień spadł mi z serca. Po chwili jednak zorientowałem się, że brunet już dawno powinien być na miejscu. Uh, Zayn pewnie jest zmęczony podróżą.

Jak minęła droga? Mam nadzieje, że nie przeszkadzam Li xx

Po chwili jednak dostałem powiadomienie.

Ta wiadomość nie może być wysłana. Posiadacz tego numeru jest poza zasięgiem, lub ma wyłączony telefon, proszę zadzwonić później.

Payne kurna, czemu w tym momencie. Teraz, kiedy tak strasznie się o ciebie martwię. Musisz mi to robić? Wiesz jak zawsze cholernie się o ciebie martwię. Czy spokojnie dojedziecie... Czy bez przeszkód wrócicie. Naprawdę powinienem przestać mówić do siebie w myślach.

- Hej Zayn, ten film jest nudny, pooglądajmy coś innego – zaproponował, sięgając po pilot. Przełączał po kanałach, kiedy jego uwagę przykuły wiadomości.

W tragicznym wypadku zginęły trzy osoby. Nikt nie wie jak to się stało, ale najprawdopodobniej ich samochód został zepchnięty razem ze śnieżną falą spadające z tego wysokiego zbocza. Jak już wspominałam, w wypadku śmierć poniosły trzy osoby. Jared Milles, Luke Fergie oraz Liam Payne...

Już dłużej nie słuchałem tego, co mówiła kobieta przedstawiona na ekranie. Straciłem kolejną osobę, która była dla mnie całym światem. Straciłem jednego z dwóch najlepszych przyjaciół, jakich mógłbym mieć w całym swoim życiu.

Najwyraźniej składa się, że to będą najgorsze chwile mojego życia. Po moim policzku pociekło kilka łez i nim się obejrzałem, leżałem wtulony w klatkę piersiową Nialla, łkając cicho i wyklinając cały świat.

- Niall, to ja powinienem zgniąć, Liam... on miał jeszcze całe życie przed sobą, a ja jestem bezużyteczny światu – powiedziałem, kolejny raz smakując moich łez. One same już spływały po moich policzkach, a ja nawet nie wiedziałem jak nad nimi zapanować.

Irlandczyk mocniej wtulił w siebie moje kruche ciało. Czułem się, jakbym spędzał czas z Louisem, ale to ja miałem być tym, który wtulał, a nie był wtulany. Więc miałem nadzieję, że Horanowi naprawdę na mnie zależy i nie wystawi mnie do wiatru jak szarooki. Wtedy zostałby mi tylko Harry, ale kolejnego odejścia pewnie bym nie przecierpiał, znalazłbym inną ucieczkę od bólu niż łzy. Teraz też miałem ochotę ją znaleźć, ale było mi zbyt dobrze w ramionach blondyna, żeby od tak myśleć o... śmierci.

- Nie mów tak, Z. Nie powinieneś umrzeć. Skoro tak się stało, to Bóg tak chciał, a jego decyzji nie można podważać. On coś planuje, ale ty najpierw musisz to zaakceptować, nauczyć się żyć z tym, inaczej nie przebrniesz dalej. Nawet nie wyruszysz ze startu... - powiedział z uczuciem, a ja zauważyłem kilka łez cieknących po jego policzku.

Kciukiem wytarłem ich krótką, wilgotną ścieżkę, a młodszy chłopak spojrzał na mnie ze zdezorientowaniem. Rany boskie, on nawet kiedy nie wie, o co chodzi, jest pociągający. Złożyłem lekki pocałunek na jego wargach. Wiem, że tym pewnie robiłem mu złudną nadzieję, ale to, co powiedział, było zbyt piękne. Musiałem mu się jakoś odwdzięczyć za to, co dla mnie zrobił.

Tuż po chwili, kiedy nasz pocałunek stał się bardziej namiętny, przerwałem go z trudem, tak naprawdę chcąc więcej. Niall spojrzał na mnie przepraszająco, chcąc już wypowiedzieć ciche „nie chciałem, przepraszam”, kiedy ponownie wpiłem się w jego usta. Był o wiele lepszy od Louisa.

Ci, co nie są z Tobą w najgorszych chwilach, nie zasługują na to, by być w najlepszych.”

***
   9 kwietnia, 2014r.

 Trzy miesiące po śmierci Liama nadal nie mogłem pozbierać się do ładu. Nic mi nie wychodziło i wszystko denerwowało. Oprócz moich przyjaciół. Harry'ego i Nialla. Ostatnio bardziej zaprzyjaźniłem się z Irlandczykiem, co było mi na rękę, ponieważ on zawsze wiedział, jak poprawić mi humor. Drogi Boże, chyba zaczynam coś do niego czuć.

I to już nie jest zwykłe koleżeńskie uczucie. Ja chyba naprawdę zaczynam się w nim zakochiwać i to jest w tym wszystkim najgorsze. Przecież sobie obiecałem... Już nigdy więcej miłości Zayn, pamiętasz? Najwyraźniej nie bardzo.

Najbardziej rozpraszał mnie ten pocałunek. Nadal go pamiętam i nie umiem zapomnieć. Czy chcę go powtórzyć? Cholernie bardzo... Niall sprawiał, że w moim mózgu działy się dziwne nieznane mi rzeczy do tego stopnia, że byłem w stanie eksplodować bez jego bliskości.

To już nie tylko zauroczenie...

***

   16 kwietnia, 2014r.

- Um, Zayn? - usłyszałem bardzo znajomy mi głos. Nie chciałem, aby z jego ust kiedykolwiek wypłynęło moje imię, szczególnie moje. Razem z Niallem obróciliśmy się. Nie myliłem się, dwa metry dalej stał Louis ze skromną miną, jeśli w ogóle wiedziałem jak to nazwać, bo Tomlinson zawsze był dla mnie jedną wielką chodzącą zagadką.

- Czego chcesz? - spytałem bezuczuciowo, kładąc przy tym głowę na ramieniu Horana. Ten lekko się do mnie uśmiechnął. Przez te kilka miesięcy zbliżyliśmy się do siebie niesamowicie. Wiedziałem o nim wszystko, lecz tak naprawdę nic. Ludzie się zmieniają i z wiekiem poznajemy ich na nowo, ciągle... ciągle.

- Co tak ostro, skarbie? - na samo określenie jak mnie nazwał w moim brzuchu pojawiło się dziwne uczucie. Jakby dziwne ciepło, które zawsze towarzyszyło mi, kiedy spędzaliśmy razem wieczory. - Przemyślałem to wszystko i stwierdziłem, że tak naprawdę źle postąpiłem. Nie powinienem był tego robić, więc przyszedłem po drugą szansę, nadal cię kocham. Tak bardzo tęskniłem, naprawdę nie wiesz jak bardzo jest mi ciebie brak.

Teraz, gdy nie możesz mnie mieć
Nieoczekiwanie mnie pragniesz
Teraz, gdy jestem z kimś innym
Mówisz, że mnie kochasz
Spałem u progu twego domu
Błagając o jedną jedyną szansę
Teraz, gdy wreszcie zrobiłem krok na przód
Mówisz, że tęskniłeś za mną cały ten czas.

Nie potrafię ci się oprzeć
Ale mimo wszystko, nie założyłbym się o twoje serca

- Dziękuje, nie potrzebuje kolejnego nędznego nieszczęścia. Myślisz, że robię to wszystko byś był zazdrosny i wiem, że nienawidzisz tego słuchać, ale to wszystko cię już nie dotyczy* - powiedziałem, odchodząc z Niallem. Cieszyłem się i byłem z siebie dumny, że miałem odwagę to powiedzieć.

***

   23 marzec, 2014r.

 Nie wiedziałem, że dożyję dnia, w którym znowu się zakocham na dobre. Że bez pamiętnie będę wspomniał dni, w których czułem się wolny od jakichkolwiek uczuć. Szarpanina uczuciowa pomiędzy mną, a... mną, nie dawała mi spokoju.

Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek z moich usta padnie słowo „miłość”, albo... będzie mnie ona przytłaczać do tego stopnia, że uhh. Gorąco mi, kiedy myślę o Niallu.

Szybkim krokiem wyszedłem z domu, udając się do domu Irlandczyka. Wiedziałem, że jego mama codziennie o tej porze wybiera się na zakupy do miasta, więc wiedziałem także, że nie będzie jej przez dobre dwie lub trzy godziny.

Zapukałem i tuż po chwili otworzył mi skromnie odziany blondyn. Miał na sobie tylko bokserki. Lekko się zarumienił, ale nic sobie z tego nie robiłem. Wpiłem się w jego wargi, drzwi zaś zatrzaskując nogą, na co ten wydał z siebie jęk zadowolenia.

Chciałem być przy tych wargach przez następne wieki. Znowu zaufać osobie, którą kocham i być z nią szczęśliwy. Mieć przy sobie wszystko, czego chcę. Moglibyśmy być nawet spłukani i nie mieć dachu nad głową, ale póki byśmy się kochali, och tak Niall, dla ciebie mógłbym znieść wszystko.

Ręce wodzące po moim spoconym ciele, a potem delikatnie szarpiące za końcówki moich włosów. Wspomnienie lepsze, niż przy niejednym seksie z Louisem. Taki właśnie byłeś, Horan. Idealny do tego stopnia, że na samo wspomnienie twojego imienia, robiło mi się gorąco.

Pocałunki składane na twoim torsie zostawiały za sobą delikatnie, mokre ślady, a malinki, jakie zostawiłem na twojej szyi miały świadczyć o tym, że już jesteś mój, na zawsze. Pamiętaj, że jeśli mnie zostawisz, będę cię pamiętał, tak jak Louisa i obserwował z góry.

Na zawsze, Twój Zayn.

***

- To co opisałeś tutaj, było niesamowite. Musisz to gdzieś przepisać, będzie to dobry materiał na takie krótkie opowiadanie – zaproponował Irlandczyk. Zayn obdarzył jego idealne wagi krótkim, lecz namiętnym pocałunkiem. Był z siebie dumny, że zaufał niebieskookiemu do tego stopnia, aby mogli być razem.

- Nie przesadzaj, Ni – zaśmiał się cicho pod nosem, po chwili całując lekko młodszego chłopaka w czoło. Uśmiechnął się lekko zdając sobie sprawę, że kocha Horana do tego stopnia, że byłby w stanie poświęcić nawet dach nad głową i wszystkie oszczędności.

Oboje idealni, perfekcyjni

Wspierający się nawzajem i kochający jak nikt inny.

Tacy właśnie byli, nie kochali nikogo innego tak jak siebie.

Byli dla siebie stworzeni, a to co utrudniało im bycie razem, było tylko fikcją

Głupim wymysłem Zayna, ale on zdawał sobie sprawę.

Nawet nie sądził, że dożyje dnia, kiedy ze spokojem oznajmi,

Że znowu się zakochał i tego nie żałuje.

I jedyne, co teraz Zayn chciał zmienić w Niallu, to nazwisko.



*jeśli ktoś nie wie, chodzi o słowa z piosenki Taken. Shot jest na podstawie tej piosenki

1 komentarz:

  1. ,,I jedyne, co teraz Zayn chciał zmienić w Niallu, to nazwisko" - czy będę mogła pożyczyć od ciebie ten tekst do jakiegoś imagina lub jakiegoś rozdziału? Boże, jaki cudowny *_____*
    Wiesz, ja kocham Zerrie, ale przez takie imaginy coraz częściej myślę, że Zayn i Niall są dla siebie stworzeni *____* Jejku, Niall taki uroczy miś *___*

    OdpowiedzUsuń